|
KOLĘDA
MISYJNA
Osoby:
Góral, górnik, dziewczynka i trzej królowie.
Śpiew: "Wśród nocnej
ciszy"
Góral:
Jo wstołem pirsy łod moich łowiecek. Kapelus na głowe,
łoscypka do rynki i lece powitać Dzieciątko!
Górnik:
Jo tyż nie gorszy. Mi się spać nie chce, kiedy tako
jasność z nieba bije i śpiewanie anielskie słychać gdziesik
w dali. Chwyciłech kawołek wongla, coch wczorej fedrował na
przodku, czopka poprawiłech na głowie, coby piknie mi stercała
i z górolem co akurat lecioł do szopki nadążomy.
Dziewczynka:
A ja miałam kłopoty ze wstawaniem. Tak wiele było do
odrobienia lekcji na jutro, że zasnęłam nad książką jak
suseł i nawet nie wiem jak znalazłam się w łóżku. Aż tu w
środku nocy zbudził mnie jakiś rwetes. Słyszę dzwonki i
głosów tyle, że aż trudno odróżnić słowa, a nawet psy
jakoś dziwnie radośnie ujadają. Myślę, co się dzieje?
Trzeba natychmiast zobaczyć. Podbiegłam do okna i wtedy
wszystko stało się jasne: to karawana z Trzema Królami
śpieszyła do Betlejem. Tego przespać nie mogłam i dlatego
jestem tu z nimi.
Kacper:
Już dwa tysiące lat wędrujemy i wszystkich pytamy po
drodze, czy słyszeli, że narodził się Król całego świata!
Melchior:
Tak wielu nic o tym nie wie, wzrusza ramionami i idzie ślepo
dalej w swoją stronę.
Baltazar:
Niektórzy się dziwią, po co nam dzisiaj jakiś Król
potrzebny? Bez Niego sami sobie lepiej poradzimy!
Kacper:
Wielu jest jednak takich, którzy wiedzą o jakiego Króla
chodzi. Zostawiają na chwilę swoje zajęcia i wędrują przez
świat razem z nami.
Melchior:
Każdy jakiś dar zabiera ze sobą. Nikt nie chce stawać
przed Dzieciątkiem z pustymi rękami.
Baltazar:
Nasze dary: złoto, kadzidło i mirra mówią wiele. Małego
Jezusa witamy na ziemi jako Króla, a Królowi złoto się
należy. Witamy Go też jako Boga, a Bogu kadzidło w ofierze
składamy i witamy Go jak naszego Zbawiciela, więc Mu mirrę
niosę.
Kacper:
Te dary choć wielkie, już Go dziś tak nie cieszą. On
patrzy na serca tych, którzy w Niego wierzą.
Melchior:
Dziwne, że potrafi rozmawiać bez słów i wszystko rozumieć.
Baltazar:
A jaka to dla Niego wielka radość, że nie tylko my
zwiastujemy o Jego narodzeniu w ubogiej stajence.
Kacper:
Bo On chce, żeby wszyscy w Niego wierzyli i poznali Jego
miłość największą na świecie.
Melchior:
Przyjmujemy więc do naszej karawany z radością.
Baltazar:
Jest nas coraz więcej!
Góral:
Chyba sie nie dziwujecie ze my tyz do wos przyśli
łopowiadać wom ło Maluśkim Dzieciąteczku.
Górnik:
Przeca my w Niego wierzymy i kochomy Go nad życie.
Dziewczynka:
A ja bym chciała, żeby cały świat uwierzył, żeby nie
było ani jednego dziecka, które nie mogłoby kochać Pana
Jezusa, bo o Nim nie słyszało. Niosę wiec wszystkie dobre
uczynki, które zbierałam w adwencie, może one trochę pomogą,
żeby inni uwierzyli w Niego.
Górnik:
A ja oprócz fajny roboty, to jeszcze obiecołech Jezusowi
codziennie rzykać - po waszemu modlić się - za tymi co o Niem
nic nie wiedzom, żeby kiej się zwiedzieli od misjonarzy i
ochrzcili jako my.
Góral:
A dyć jo nie wstydom sie prosić wos ło jakosik łofiare na
święte misyje. Kazdy moze cosik pomóc. A kto łokscony, to
jego łobowiązek. Jeśli wase zycenie, dajcie nawet małą
kapke. Z góry jak smerecki wysokie piknie dziękujemy i
syćkiego dobrego wom zycymy.
Dziewczynka:
A Pan Jezus niech wam błogosławi, byście zawsze byli
szczęśliwi. Szczęść Boże!
Dziękują i wychodzą ze
śpiewem: "Pójdźmy wszyscy do stajenki".
◄ Powrót
|