|
Zwyczaje
po wieczerzy
Wieczór tak
niezwykłego dnia, jakim jest wigilia Bożego Narodzenia,
wypełniony jest różnorakimi zwyczajami o charakterze magicznym
i próbami określenia przyszłości. Wypływać to może z
dawnej tradycji, kiedy ten dzień traktowano jako ostatni w roku,
a w związku z tym zawierający moc odkrywania tajemnic
przyszłych zdarzeń.
Po zakończeniu wieczerzy, pozostawało jeszcze dużo
czasu do wyjścia na pasterkę. Gospodyni sprzątała ze stołu,
zmywała naczynia we wodzie, której nie wolno było wylewać,
lecz oddawano zwierzętom do picia. Zwyczaj ten praktykowany jest
do dziś. Z siana lub słomy skręcano powrósło i mający
paść bydło w przyszłym roku wiązał nim łyżki, aby krowy
razem, w skupieniu się pasły, nie bodły się i nie "gziły",
to znaczy nie brykały. Powinny to były robić dzieci, ale nie
chciały, gdyż to wróżyło, iż przez całe lato będą pasły
krowy. Dlatego często robiła to sama gospodyni.
Według niektórych respondentów, gospodarz zaraz po
wieczerzy wynosił "kolędę" dla zwierząt, aby im też
przybliżyć święta. Resztki potraw zmieszane z opłatkiem
dawano wyłącznie bydłu, czyli krowom i koniowi, gdyż tylko
ono było w stajence przy narodzinach Pana Jezusa. "Mówiono:
wół i osiołek, śpiewali społem". Uważano, iż jest to
szczególny dzień także dla zwierząt, gdyż wszystko
rozumieją, a o północy rozmawiają ludzkim głosem. Dlatego
nie wolno było wchodzić do stajni o północy. Kto usłyszałby
rozmowę zwierząt, ściągnąłby na siebie śmierć.
Chwilą, na którą po wieczerzy najbardziej czekały
dzieci, było wnoszenie w dom słomy. Gospodarz przynosił trzy
wiązki słomy i rozścielał ją na podłodze. Czyniono to na
pamiątkę betlejemskiej stajenki. Pisał o tym Potocki:
"Stary zwyczaj w tem mają
chrześcijańskie domy,
Na Boże Narodzenie po izbie słać słomy,
Że w stajni Święta Panna leżała połogiem [...]".
Z tej też okazji,
w noc wigilijną wszyscy spali na słomie bez prześcieradła. A
wynoszono ją z domu wcześnie rano na św. Szczepana. Następnie
gospodarz brał garść słomy i uderzał nią o belki w suficie.
Zwyczaj ten nazywano "biciem kop". Ile ździebeł
zatrzymywało się w szczelinach, tyle kop zboża będzie w
następnym roku. Ździebła te wisiały do św. Szczepana
przypominając, że w stajence, gdzie narodził się Jezus,
zewsząd słoma zwisała. Dzieci zaś zaczynały zabawę w
słomie. Przewracały się, wiązały ręce i nogi powrósłami
tak, iż nie można się było rozwiązać. Trzeba było leżeć
i czekać na pomoc innych. Im więcej było dzieci, tym weselej,
dlatego po wieczerzy chodzono do sąsiadów podzielić się
opłatkiem. Dorośli siedząc lub leżąc wygodnie na słomie
kolędowali, a dzieci bawiły się w słomie tak, że później
nie można jej było pozbierać. "Zmierzwiły słomę tak, że
nie było co wynieść" - mówiła jedna z respondentek. Kolęd
śpiewano bardzo dużo. Poczynając od powszechnie znanych
takich, jak: "Wśród nocnej ciszy", "Przybieżeli do
Betlejem", "W żłobie leży", "Pójdźmy wszyscy do
stajenki", a kończąc na pastorałkach. Śpiewano z kantyczek
po kolei wszystkie kolędy. Jedną z tych już nieznanych
pastorałek, była następująca:
Najświętsza
Panienka po świecie chodziła,
Pana Jezusa w żywocie nosiła.
Poszła Ona, poszła do miasta podłego,
Tam napotkała chłopka ubogiego.
Oj chłopku, chłopku, chłopku pracowity
Przenocuj, że mnie w tym swoim domeczku.
Chłopek się naradził, gromadę sprowadził i Matkę
Najświętszą
Z domku wyprowadził i pieskami poszczuł.
Pieski szczekały, chwałę Bogu dały.
Chłopek się zdziwił, Panienki nie przyjął
I dnia pewnego dowiedział się o tym,
Że go prosiła Najświętsza Panienka,
Że go prosiła Najświętsza Panienka.
Każdy naród chrześcijański
posiada swoje bożonarodzeniowe pieśni, nigdzie jednak nie
wyrosła ich podobna mnogość jak u Polaków. Nigdzie też nie
są tak równie bezpośrednie i tkliwe. Przy śpiewie kolęd
odbywały się w domach różnorodne wróżby. Te dotyczące
długości ludzkiego życia znano prawie w każdym domu.
Wyciągano spod obrusa źdźbło siana i jeśli było długie
oznaczało długie życie, krótkie zaś rychłą śmierć
Ci, którzy chcieli przewidzieć jaka będzie pogoda w
nadchodzącym roku, wsypywali sól do dwunastu łusek z cebuli.
Każda z nich oznaczała kolejny miesiąc nadchodzącego roku.
Jeśli w którejś sól zwilgotniała, wróżyło to mokry
miesiąc.
Aby dowiedzieć się, czy zbliżający się rok
będzie urodzajny, tego wieczoru bacznie obserwowano niebo.
Czyste i gwiaździste zwiastowało rok bogaty w urodzaje. Mówiono:
"Jak na wigilię jasno, to w stodole ciasno" lub "Wigilia
piękna, a jutrznia jasna, będzie stodoła ze zbożem ciasna".
Niebo pełne gwiazd wróżyło również, iż w nowym roku kury
będą nieść dużo jaj.
Powszechnie znany był zwyczaj obwiązywania powrósłami
ze słomy drzew owocowych, aby zapewnić obfity urodzaj w
przyszłym roku. Dokonywano tego boso, po wieczerzy lub po
pasterce, a czasem z rana w drugi dzień świąt. W czasie
obwiązywania straszono drzewa trzymając nad nimi siekierę.
Gospodarz mówił: "rodzisz, czy nie rodzisz, bo cię cupne".
Niektórzy przed obwiązaniem najpierw drzewo budzili.
Potrząsając nim mówili: "Drzewino obudź się, bo się Pan
Jezus narodził" lub: "Bóg się rodzi a ty śpisz?".
Pytano też: "Sadowino, czego nie rodzisz? Pan Jezus się
narodził, a ty nie rodzisz?". Po wieczerzy gospodyni rzucała
resztki mąki pozostałej po pieczeniu, na drzewa w sadzie, żeby
dobrze rosły i owocowały.
Wierzono także, iż w tą niezwykłą noc dokonują
się cuda. Na krótką chwilę, woda w źródłach, potokach i
rzekach zamienia się we wino. Młodzież męska, chodziła więc
po Wiliji do rzeki napić się wina, śpiewając: "Gody, Gody!
wnet to będzie wino z wody, w Kanie, w Kanie Galilejskiej". Z
perspektywy czasu, jeden z respondentów uzasadnia ten zwyczaj
tym, że po tak obfitej kolacji, niejednego rozbolał brzuch,
dlatego szli napić się czystej, źródlanej wody.
Znane też było opowiadanie o dziewczynie, którą
wysłano po wino do rzeki. Ona zaś przyniosła we wiadrze z
wodą pierścionek czy złoty pieniądz. Sprzedała go i kupiła
sobie piękne ubranie. Od tego czasu miała powodzenie u kawalerów.
Dlatego też dziewczyny biegły do rzeki, aby znaleźć złoty
pieniążek. Podobnie szukały "szczęścia" w rzece idąc do
niej na bosaka lub na kolanach. Zanurzały rękę w wodzie i co
pierwsze im wpadło pod palce wyciągały. Mógł to być nawet
zwykły kamyczek, a na nim np. kropeczki w kształcie krzyża, wróżyło
to pójście do zakonu. Na tej samej zasadzie wróżono także o
przyszłym zawodzie. Jeśli wyciągnięty został np. but
oznaczało to zawód szewca.
Wróżby dotyczyły spraw najbardziej interesujących
ludzi i mających wpływ na przyszłe ich życie, nie mogło
więc zabraknąć wśród nich tych odnoszących się do spraw
matrymonialnych. Cieszyły się dużym zainteresowaniem,
zwłaszcza wśród dziewcząt. Wychodziły one na dwór i nasłuchiwały,
z której strony pies szczeka, gdyż stamtąd miał przybyć
kawaler. Jeśli z którejś strony dolatywało szczekanie wielu
psów, to tam będzie dużo wesel. Niektóre panny spuszczały
psa z uwięzi obserwując, w którą stronę pobiegnie lub
zaszczeka, z tej strony przyjdzie chłopak lub tam będzie
pierwsze wesele.
Kolejną wróżbą matrymonialną było obejmowanie
sztachet w płocie. Jeśli dziewczyna objęła parzystą liczbę
sztachet, to wyjdzie za mąż, jeśli nieparzystą - zostanie
starą panną. Podobnie było z liczeniem dziur w płocie. Ile
było naliczonych dziur, tylu będzie miała chłopaków. Do wróżb
wykorzystywano też drewienka, które dziewczyny przynosiły na
ręku. Jeśli ich była parzysta liczba - gwarantowało to
zamążpójście, a jeśli nie - staropanieństwo. Podobnie wróżono
z siana, licząc przygodnie wybraną garść ździebeł.
Dla uzyskania dokładniejszej wiedzy o przyszłym
losie, wróżono przy pomocy talerzy. Zebrani kładli na stół
pod talerze obrączkę, różaniec i wianuszek. Każda z
dziewcząt podchodziła kolejno do stołu i podnosiła jeden
talerz. Jeśli odkryła obrączkę, to w ciągu roku miała
zostać mężatką, a gdy różaniec - droga miała zaprowadzić
ją do zakonu, a jak wianuszek - zostanie starą panną.
Wszystkie te sposoby zdobywania upragnionej wiedzy o
przyszłości opierały się na nie wypowiadanym przekonaniu, że
tego właśnie wieczoru staje się to możliwe. Większość omówionych
wierzeń i wróżb wigilijnych już dzisiaj nie występuje. Te
zaś, które pozostały, zatraciły swoje dawne funkcje
obrzędowe i stały się tylko przedmiotem zabawy i żartu.
Po przeprowadzeniu tego bogatego repertuaru wróżb i
przepowiedni, chłopcy uczyli się jeszcze kolęd, wykańczali
swe gwiazdy lub szopki kolędnicze. Dzieci zmęczone,
najczęściej zasypiały w słomie, a i dorośli po tak ciężkim
dniu starali się choć na chwilę położyć. Jedna osoba
czuwała, aby nie przespać pasterki.
Współcześnie wieczór wigilijny nie jest tak bogaty
w różnorakie obrzędy i wróżby. Po wieczerzy dzieci szukają
dla siebie prezentów pod choinką, z których ogromnie się
cieszą. Dorośli po odśpiewaniu kilku kolęd słuchają radia
lub oglądają telewizję. Ci, którzy z różnych powodów nie
mogą iść do kościoła, oglądają transmisję papieskiej
pasterki z Watykanu.
W ten sposób, wśród śmiechów i radości oraz
dolatujących z różnych stron odgłosów śpiewanych kolęd,
wszyscy oczekiwali na pełną realizację wigilijnej nocy, kiedy
to w czasie mszy św., zwanej pasterką, na świat przychodzi z
tęsknotą oczekiwany Zbawiciel.
Przedstawione powyżej
zwyczaje, obrzędy i wierzenia wigilijne, które praktykowane były
na terenie obecnej parafii Gwizdów, różnorodne w swojej
formie, zadziwiają swoim bogactwem, szczególnie że są
skupione zaledwie w jednym dniu. Należy zwrócić uwagę na jego
wyjątkową i niepowtarzalną atmosferę, przenikniętą
radością i wzajemną miłością jednoczącą ludzi, najpierw
przez przygotowanie obejścia i domu na świętowanie, następnie
przez wspólny posiłek przy wigilijnym stole. Człowiek mógł
na nowo otworzyć się na innych, odczuć miłość rodziny,
połamać się z bliskimi opłatkiem i złożyć szczere
życzenia.
Wieczerza wigilijna z jednej strony jest jeszcze ucztą
o postnym charakterze adwentowym, a z drugiej strony jest już
początkiem radosnego święta Narodzenia Pańskiego.
Ze względu na to, iż w wiekach średnich Wigilia
uważana była za ostatni dzień roku, związało się z nią
nierozerwalnie wiele przepowiedni, magicznych zabiegów i wróżb
o charakterze agrarnym, matrymonialnym oraz zapowiadających
długość życia. Wszyscy pragnęli poznać lub wywołać dla
siebie, domu i całej społeczności jak najlepszą
przyszłość.
Obecnie obserwuje się zanikanie dawnych obrzędów.
Wygląd izby - pokoju nie ma już tak nastrojowego i
symbolicznego charakteru jak niegdyś. Również z choinki
zniknęły piernikowe ciasteczka, orzechy i łańcuchy słomkowe.
Jedynie zwyczaje przyjęte przez Kościół praktykowane są do
dziś i każda rodzina stara się je przekazać swoim dzieciom.
◄ Powrót
|