|
Wieczerza
wigilijna
Kulminacyjnym
punktem dnia wigilijnego była i jest wieczerza, nazywana
Wiliją. Ma ona charakter tradycyjnej, domowej i najbardziej
rodzinnej uroczystości w roku o podłożu religijnym. Jest to
czas wyjątkowy, pełen miłości, serdeczności, a także
odrobiny zadumy. Wygasają wszystkie spory, waśnie i
nieporozumienia. W ten wieczór szczególnie pamięta się o
ludziach samotnych, opuszczonych, zapraszając ich do wspólnego
przeżywania narodzin Pana Jezusa. Pozostawione przy stole wolne
miejsce, świadczy o gotowości przyjęcia w dom każdego
podróżnego. Istnieje wśród ludzi przekonanie, że "gdy
ktoś w tym dniu pobłądzi w podróży, a przypomni sobie o
dzieleniu się opłatkiem, to droga mu się odnajdzie".
Wieczór i noc wigilijna w odczuciach ludzi były niezwykłe.
Panował na wsi niesamowity nastrój. Radość, łączona zwykle
z faktem narodzin Chrystusa, mieszała się z wyraźnym
niepokojem. Wieczór był cudowny i straszny zarazem, pełen
wróżb i obyczajów.
Po zapadnięciu zmroku, gdy przez wszystkich
domowników, a zwłaszcza dzieci, tak niecierpliwie wypatrywana
pierwsza gwiazdka na niebie pojawiła się, nadchodził czas, by
zasiąść do wigilijnego stołu. Według wierzeń ludowych jest
to ta sama gwiazda, która kiedyś pastuszkom i mędrcom ze
Wschodu, wskazała miejsce narodzenia się Pana Jezusa.Wigilijną
wieczerzę rozpoczynano zawsze od modlitwy. Po zapaleniu
świeczek, klęcząc lub stojąc twarzą do krzyża czy obrazu,
odmawiano pacierz oraz modlitwy: "Pod Twoją obronę",
"Anioł Pański". Czasami odmawiana była litania
loretańska lub cząstka różańca świętego z rozważaniem
tajemnic radosnych. Podczas modlitwy pamiętano o bliskich
nieobecnych, a także o zmarłych. Wierzono, iż w ten dzień
dusze zmarłych przychodzą na ziemię i przebywają wśród
swoich. Dlatego też, w dzień wigilijny lub w Boże Narodzenie,
zanoszono na groby, świeczki i wianki jodłowe. Obecnie w
każdym domu czytany jest z Pisma Świętego fragment ewangelii
św. Łukasza o narodzeniu Pana Jezusa. Modlitwom przewodniczył
najstarszy uczestnik wieczerzy albo gospodarz jako
"głowa" rodziny. Dziękował za wszystkie łaski
otrzymane w tym roku, prosząc zarazem o błogosławieństwo dla
rodziny i w gospodarstwie w nadchodzącym: "Daj nam Boże
doczekać tego czasu, którego my teraz doczekali", po czym
wraz z domownikami całował krzyż. Następnie dzielił opłatek
na tyle części, ilu było uczestników wieczerzy. Smarował je
miodem, a na wierzch kładł pół lub cały ząbek czosnku,
wypowiadając słowa: "Spożyjmy wszyscy anielskiego chleba,
aby nasza dusza dostała się do nieba". Podając każdemu
tak przygotowany kawałek opłatka, mówił: "Zapraszam na
kolędę". Następował moment dzielenia się opłatkiem i
składania szczerych, z serca płynących życzeń. Najpierw
dzielili się ojciec z matką, życząc sobie nawzajem zdrowia,
szczęścia i przeżycia w zgodzie następnego roku. Po czym
kolejno z dziećmi, zaczynając od najstarszego. Dzielenie się
polegało na odgryzieniu cząstki opłatka od osoby, której
składało się życzenia. Dlatego dzieci nadstawiały rodzicom
tą stronę opłatka, na której znajdował się czosnek,
ponieważ był dla nich zbyt ostry. Rodzice wówczas wyjaśniali,
że należy zjeść nie tylko słodki miód, ale i piekący
czosnek, gdyż w życiu bywają zarówno chwile radosne jak i
smutne. W niektórych domach zjadano sam ząbek czosnku mówiąc
przy tym: "jem cię nagiego, a broń mnie od złego",
po czym spożywano opłatek z miodem. Powszechnie uważano, iż
miód i czosnek mają chronić od wszelakich chorób. "Miód
jest lekiem wszechstronnym, a czosnek leczy siedem chorób".
Wierzono, że czosnek miał zabezpieczać przed złymi duchami.
"Jak się czosnek je, to się złe nie chyta".
Pozostały miód z Wigilii używano jako lekarstwa dla dzieci. Po
wieczerzy resztki miodu, opłatka i czosnku, wkładano do snopka
zbożowego.
Zaopatrywano się w miód na wieczerzę wigilijną
dużo wcześniej. Kupowano go u pszczelarzy, w mieście, ale
najczęściej dzielili się miodem sąsiedzi, którzy mieli
pasiekę. W okresie międzywojennym, miód zanoszono sąsiadom w
liściu kapuścianym. Zdarzało się, że niektórym trzeba było
za to zapłacić lub odrobić tzw. "dniówkę".
Opłatki, podobnie jak i teraz, roznosił po domach w czasie
adwentu kościelny lub organista. Oprócz opłatków białych
były też kolorowe dla zwierząt: różowy dla krów, zielony
dla koni. Składano mu za to ofiarę pieniężną lub w postaci
zboża. Obecnie daje się tylko pieniądze.
Zwyczaj roznoszenia opłatków na święta Bożego
Narodzenia istnieje tylko na ziemiach polskich i znany był już
w XV wieku. Nazwa "opłatek", pochodzi od łacińskiego
słowa oblatum - dar ofiarny. Oznacza rodzaj przaśnego
chleba pieczonego w formie bardzo cienkich płatków. Dzielenie
się opłatkiem jest w mocno zmienionej formie pozostałością
czasów starochrześcijańskich. W pierwszych wiekach
chrześcijaństwa, rozsyłano wiernym, niemogącym uczestniczyć
w Najświętszej Ofierze, niekonsekrowane chleby ofiarne -
eulogie - poświęcane tylko po mszy św. Stanowiły one symbol
miłości i jedności chrześcijańskiej. Nasze łamanie się
opłatkiem w pełni zachowało to znaczenie. Podkreślało
gotowość podzielenia się z bliźnim ostatnim kawałkiem
chleba, było też symbolem równości. Dlatego we Wigilię
panowie i służba dzielili się opłatkiem i zasiadali wspólnie
przy jednym stole.
Po podzieleniu się opłatkiem, wszyscy uczestnicy
wieczerzy przystępowali do spożywania wigilijnych potraw. Ich
liczba była bardzo różna, czyniono jednak wszystko, aby tych
potraw było jak najwięcej. Wierzono, że potrawy na wieczerzę
wigilijną powinny składać się ze wszystkich płodów pola,
sadu i ogrodu. Gdyby któreś opuszczono i nie postawiono na
wigilijnym stole, nie obrodziłyby w roku przyszłym. Wigilia od
niepamiętnych czasów jest ucztą postną, dlatego wszystkie
potrawy mogły być maszczone wyłącznie olejem. Na badanym
terenie, najczęściej przygotowywano 12 potraw, co łączono z
liczbą 12 Apostołów lub też 12 miesięcy w roku. Gdy
gospodarze byli biedni, na stole stawiano mniej potraw, licząc
przy tym każdy ich składnik oddzielnie tak, iż w sumie
wychodziło dwanaście.
Na sam początek każdy dostawał kromkę chleba,
której nie zjadał do końca, gdyż należało ją zostawić dla
zwierząt na "kolędę". Następnie gospodyni wnosiła
tradycyjnie główne danie wieczoru - kapustę z grochem i
grzybami. Do jedzenia kapusty zachęcano zwłaszcza dzieci,
mówiąc: "kto dużo kapusty zje, temu krowy będą dobrze
się paść". Dalej po kolei stawiano na stole wszystkie
rodzaje kasz: gryczaną, jaglaną, jęczmienną; pierogi: z
kapustą, z ziemniakami, z kaszą jaglaną z jabłkami lub
śliwkami oraz gołąbki z kaszą gryczaną. Nie zabrakło też
ciasta na wigilijnym stole. Różne zawijańce drożdżowe z
makiem, z serem, czasem i pączki spożywano pod koniec
wieczerzy, popijając kompotem z suszonych owoców nazywanym
"pamułą". W kilku domach przyrządzano na wieczerzę
kutię. Zwyczaj ten przyniesiono ze Wschodu, gdzie przebywały
niektóre rodziny przez jakiś czas.
Obecny jadłospis wigilijny powiększył się o
bardziej wykwintne dania. Gotowany jest więc barszcz z uszkami,
zupa grzybowa z ziemniakami, ryby smażone, śledzie i wiele
innych. Tradycyjnie jednak zachowywana jest kolejność dań, a
wszystkie potrawy maści się lnianym lub rzepakowym olejem
domowej roboty.
Wieczerzy wigilijnej towarzyszyły różne zakazy
i nakazy oraz wiele praktyk wróżebnych. Dawniej, wszystkie
potrawy spożywano z jednej glinianej miski, zwanej donicą,
drewnianymi łyżkami. Po zjedzeniu jednej potrawy do końca,
gospodyni nakładała następną, domownicy zaś śpiewali w tym
czasie kolędę. Pod miskę podkładano kawałek opłatka, jeśli
przykleił się do dna, wierzono, że ma to zapewnić urodzaj
potrawy, która znajdowała się w środku. Obowiązkowo trzeba
było skosztować choć odrobinę każdej potrawy, co miało
wróżyć urodzaj lub zdrowie w nadchodzącym roku. Aby uniknąć
bólu zębów, należało rozgryźć w czasie wieczerzy kilka
orzechów. W czasie kolacji, nikt z uczestników nie mógł
odchodzić od stołu, z wyjątkiem gospodyni, która podawała
potrawy, gdyż mogło to sprowadzić śmierć na któregoś z
domowników. Podobnie wróżyło zgaśnięcie świecy na
wigilijnym stole lub upuszczenie łyżki na ziemię przez
któregoś z uczestników wieczerzy. Obserwowano też księżyc i
gwiazdy. Jeśli światło księżyca padało na stół podczas
wieczerzy, wróżyło to pogodne, radosne życie w rodzinie.
Wieczerzę spożywano w atmosferze spokoju, ciszy i zadumy,
zachowując powagę, gdyż była to szczególna chwila -
narodzenie Pana Jezusa. Miało to też gwarantować, iż rodzina
przez cały rok będzie się szanować. Zostawiano wolne miejsce
przy stole dla nieobecnych z rodziny w przekonaniu, że mogą
się zjawić niespodziewanie oraz dla każdego podróżnego,
który może przybyć w czasie wieczerzy do domu.
Wieczerzę wigilijną kończono modlitwą lub
kolędą, najczęściej "Wśród nocnej ciszy".
Poważny nastrój zmieniał się w radosny. W oczekiwaniu na
pasterkę, która była odprawiana o północy, spędzano mile
czas na śpiewaniu kolęd, opowiadaniu o narodzinach Jezusa
Chrystusa, zabawach i wróżeniu, które dotyczyły
przyszłości.
◄ Powrót
|