|
Przygotowanie
do wieczerzy wigilijnej
Wigilia Bożego
Narodzenia przetrwała do dziś jako cudowny dzień, w którym
spełniają się wróżby dotyczące przyszłego życia, a nawet
decydujące o losach człowieka. Widziano w niej dzień pełen
szczególnych znaczeń. Od jej przebiegu miał zależeć tok
nadchodzącego roku. Z tego powodu należało unikać wszelkich
kłótni i gniewu. Starano się więc przeżyć ten dzień jak
najlepiej, w zgodzie, poszanowaniu i miłości.
Wśród ludności parafii Gwizdów istniało od dawna
przekonanie, że "jakim jest się w dzień Wigilii, takim jest
się cały rok". Dlatego też nie można długo spać, aby nie
być przez cały rok śpiochem i leniem. Takim "wróżyło się
biedę i niedostatek przez cały rok". Każdy więc starał
się wstać wcześniej, gdyż czekało na niego wiele pracy.
Dzień zaczynał się od modlitwy. Po odmówieniu pacierza, w
niektórych domach śpiewano Godzinki o Niepokalanym Poczęciu
Najświętszej Maryi Panny. Starano się też, aby w ten ostatni
dzień adwentu, przynajmniej jedna osoba z domu poszła na roraty
do kościoła. Wszyscy nie mogli iść, gdyż było bardzo
daleko, a czasu niewiele przy takim ogromie pracy. Gdzieniegdzie
był zwyczaj, że w Wigilię zaraz po przebudzeniu biegło się
szybko do rzeki, aby jako pierwszy umyć się w jej wodzie.
Miało to uchronić od wrzodów (wyprysków). W dzień wigilijny
nie należało chorować. Jeśli ktoś źle się czuł, to
starał się o tym nie mówić, gdyż cały rok będzie chory.
Nie można było skarżyć się na ból głowy czy zęba, aby nie
odczuwać tego bólu w przyszłym roku. Dla mężczyzny ważne
było w ten dzień obmyć się w zimnej wodzie, aby przez cały
rok być silnym, zdrowym i odpornym na wszelkie choroby.
Najczęściej obmywali się w rzece, jeśli była w pobliżu.
Dobrze było mieć przy sobie od samego rana pieniążek, co
miało wróżyć dostatek i wystarczającą ilość pieniędzy na
cały rok.
Szczególnie zwracano uwagę na to, kogo pierwszego
spotka się w Wigilię, lub kto pierwszy przyjdzie do domu:
kobieta czy mężczyzna? Przyjście kobiety wróżyło
nieszczęśliwy rok, rok w "ubytku". Niektórzy wierzyli, iż
przyjście kobiety jako pierwszej, spowoduje, że przez cały rok
będą się tłukły garnki. Zdarzało się, iż w niektórych
domach zamykano drzwi, by nikt w ten dzień nie przyszedł.
Dlatego też niechętnie odwiedzano sąsiadów, a jeśli już to
było konieczne, wysyłano kogoś płci męskiej. Wierzono, że
mężczyzna przynosił szczęście i pomyślność na
nadchodzący rok. "Jak przyszedł chłop - bogaty rok".
Każdemu kto ujrzał w tym dniu jako pierwszego mężczyznę,
będzie się we wszystkim powodzić. Panował więc w niektórych
domach zwyczaj wysyłania chłopców wczesnym rankiem do sąsiadów,
aby im się "szczęściło". Mężczyźni byli mile widziani
także z innego względu. Jeśli w tym czasie krowa była cielna,
to ich ranne odwiedziny zwiastowały przyjście na świat potomka
płci męskiej, czyli byczka. Gospodarze w tym przypadku woleli
jednak, aby pierwszym gościem była kobieta, gdyż wtedy będzie
cieliczka, co wskazywało na powiększenie się inwentarza.
Zwyczaj ten jest do dziś praktykowany. Z przyjściem gościa we
Wigilię wiązał się jeszcze jeden zwyczaj. Wchodząc do domu,
należało usiąść, aby kury w tym gospodarstwie się dobrze
niosły i nie chodziły do sąsiadów. W Wigilię nie wolno było
od nikogo nic pożyczać, ani nikomu nic nie dawać, gdyż wtedy
przez cały rok może z gospodarstwa wszystkiego ubywać. Starano
się również nie wydawać w ten dzień pieniędzy, aby "nie
rozchodziły się one w następnym roku". Dlatego wszystkie
zakupy, mimo iż były niewielkie, robiono wcześniej. Panował
też zwyczaj oddawania w Wigilię wszystkich długów lub rzeczy
pożyczonych po to, aby wkraczać w nadchodzący rok "czystym".
W dzień wigilijny na wsi obowiązywał post ścisły,
który obecnie przedstawiciele starszego pokolenia nadal
praktykują. Ograniczano się do jednego lekkiego posiłku w
ciągu dnia. Najczęściej była to kromka suchego chleba i woda
lub czarna kawa zbożowa. W niektórych domach spożywano chleb z
cebulą i olejem lnianym, popijając kompotem z suszonych owoców.
Dzieciom pozwalano jeść chleb z mlekiem lub dawano im placuszki
(naleśniki). Większość jednak dorosłych nie przyjmowała
żadnych pokarmów aż do wieczerzy wigilijnej.
Wszelkie prace w tym dniu rozpoczynano wcześnie rano
i starano się ukończyć je przed południem. Każda czynność
powinna się "darzyć", czyli ma być udana. Dlatego
wykonywano ją z pośpiechem, ale w wielkim skupieniu. "Należało
wykonać wszystkie rodzaje prac po trochu i to z chęcią i
zapałem, by być zdolnym do roboty przez cały rok". Tego dnia
każdy z domowników miał do spełnienia jakieś zadanie. "Role
były podzielone". Mężczyźni wykonywali prace w
gospodarstwie, kobiety zaś krzątały się w domach.
Zadaniem gospodarza było zrobić generalny porządek
w stajniach oraz przygotować paszę dla zwierząt na następne
dwa dni świąteczne, gdyż wtedy, oprócz koniecznych czynności,
nie wolno było nic robić. Pomagał mu w tym starszy syn.
Wyrzucano więc obornik, znoszono ściółkę pod bydło.
Zwierzętom przygotowywano siano, słomę, krajano brukiew,
rzepę i buraki. Przynoszono ze szafarni ziarno dla kur i owies
dla konia. Istnieje do dziś przekonanie, że w Boże Narodzenie
nie wolno wchodzić do szafarni, gdyż w najbliższym roku zboże
się nie uda lub będzie bardzo zanieczyszczone chwastami. Także
w piwnicy nie można nic przekładać, "by nie wyrodziły się
plony". Obowiązkowo trzeba było narżnąć większą ilość
sieczki, chociaż niektórzy starali się to zrobić dzień
wcześniej. Należało też omłócić choć trochę zboża, aby
przez cały rok było co młócić. Do zadań gospodarza,
należało też zemleć w żarnach trochę ziarna na chleb.
Najczęściej mełło się żyto, gdyż na tym terenie nie było
gleby odpowiedniej pod pszenicę (z wyjątkiem tzw.
Gwizdowa-Podlasu) i dlatego zasiewano tylko żyto. Chcąc mieć
pszenicę, trzeba było wymienić ją za żyto. Za garniec
pszenicy, dawano około półtora, do dwóch garnców żyta.
Przygotowywano też drewno opałowe na najbliższe dni
świąteczne, sprzątano na podwórzu. Niektórzy gospodarze
praktykowali zwyczaj wyprowadzania konia ze stajni, na krótką
przejażdżkę. Miało to zapewnić "rześkość" konia na
cały nowy rok.
Gospodynie wstawały najwcześniej, z pierwszym
pianiem koguta. Pierwszą ich czynnością był wypiek chleba.
Wskazane także było, aby w ten dzień zrobić masło w "maśniczce".
Czynności te, miały zagwarantować obfitość chleba i masła
przez cały następny rok. Posiadały też znaczenie praktyczne,
gdyż na święta wszystko miało być świeże. Krzątały się
one w domu przez cały dzień. Robiły porządki, zamiatały i
myły podłogi, a także przygotowywały potrawy na wieczerzę
wigilijną i na pierwszy dzień świąt. Pomagały im córki, zwłaszcza
przy ozdabianiu domu. Przed pierwszą wojną światową i w
okresie międzywojennym, izby przystrajano gałązkami
świerkowymi lub jodłowymi układanymi na "krzyż", które
wieszano w pobliżu obrazów. Dziewczęta robiły wianki ze
sztucznych kwiatów i otaczały nimi obrazy. Ozdabiano je też
wiecznie zielonym barwinkiem. Pod sufitem wieszano pająki, ze
słomy owsianej i bibułki. W niektórych domach u powały
zawieszano tzw. "wiechę" - ścięty czubek jodły lub
świerka. Mogły to być również same gałązki podwieszone u
sufitu. Przybierano je orzechami, sercami piernikowymi oraz "światami"
- kule klejone z okrągło wyciętych, kolorowych opłatków. Pod
nazwą "wiecha" istniała jeszcze inna ozdoba świąteczna -
kosz wiklinowy podwieszony do góry dnem również u powały. Na
jego bocznych ścianach wtykano cztery serca piernikowe, a
między nimi piórka białe lub kolorowe. Wewnątrz natomiast
wisiały jabłka, zrywane potem przez "kozę", z którą
chodzili kolędnicy. Pod obrazami wieszano duże serca z bibuły,
wypchane włóknami lnianymi, czasem były one oklejone
gwiazdkami ze "złotka". Prawie powszechny był zwyczaj
wkładania za obrazy po garści kłosów zbożowych nazywanych
"kopami". Miały one przypominać stajenkę, w której Pan
Jezus się narodził. Inni respondenci interpretowali ten zwyczaj
trochę inaczej. Święci przedstawieni na obrazach, będą
błogosławić przyszłym urodzajom.
Najpóźniejszą ozdobą była choinka, która na
badanym terenie przyjęła się dopiero po drugiej wojnie
światowej. Nie w każdym domu jednak można ją było spotkać.
Jedna izba, wielodzietna a czasem nawet kilkupokoleniowa rodzina
na to nie pozwalały. Brakowało po prostu miejsca. Najczęściej
stawiano ją w większych, zamożniejszych domach. Początek
choinki jedni upatrują w czasach jeszcze pogańskich, inni
uważają ją za zwyczaj chrześcijański - drzewo symbolizujące
nowe życie, które przyszło z Jezusem. Zwyczaj ten
ukształtował się na terenach niemieckiej części Alzacji i
Lotaryngii w XVI wieku, a do Polski dotarł na przełomie XVIII i
XIX wieku na tereny zaboru pruskiego, skąd się szybko
rozpowszechnił i wrósł w obrzędowość wigilijną.
Na badanym terenie choinkę zwykle przynosił
gospodarz. Starał się o nią zadbać wcześniej, dlatego kilka
dni przed wigilią udawał się do lasu, aby wyciąć możliwie
najładniejsze drzewko świerkowe lub jodłowe. Obecnie,
zwłaszcza młodzi chłopcy, wybierają się do lasu o tydzień,
a nawet dwa, wcześniej, gdyż najczęściej kradną choinkę, a
w tym czasie jeszcze nikt nie pilnuje. Do domów wnoszono choinkę
przed południem i umocowywano ją w specjalnym stojaku na
najbardziej widocznym miejscu, przeważnie przy oknie, aby była
widoczna także z zewnątrz. Najbardziej z niej cieszyły się
dzieci, które przystrajały ją ozdobami, własnoręcznie
wykonanymi w adwentowe wieczory. "O zielonym drzewku - choince
- mówiono, że sprawuje radość młodym i starszym, pociesza
chorych i ubogich, pomaga w zapomnieniu przykrości i smutków".
Według tutejszej ludności choinka jest symbolem rajskiego
drzewa wiadomości dobra i zła, dlatego nazywana jest "drzewkiem"
lub "rajskim drzewkiem". Głównymi ozdobami wieszanymi na
choince były jabłka, które przypominały owoce rajskie,
orzechy zawijane w złotko oraz łańcuchy robione ze słomki i
papieru kolorowego, które symbolizowały "węża kusiciela".
Choinkę ubierano także ciasteczkami z żytniej mąki,
cukierkami, koszyczkami wyplecionymi z pasków kolorowego
papieru, szyszkami jodłowymi oraz papierowymi aniołkami. Były
na niej także różnego rodzaju wycinanki, świecidełka, bombki
i pajacyki. "Na czubku obowiązkowo musiała lśnić gwiazda,
na pamiątkę gwiazdy betlejemskiej". Później zaczęto
umieszczać na gałązkach choinki kolorowe kręcone świeczki,
które zapalano w czasie wieczerzy wigilijnej. Symbolizowały one
przyjście na świat Chrystusa, "Światłości świata". Pod
choinką umieszczano niewielką tekturową szopkę.
Porównując wygląd drzewka choinkowego dawniej i
obecnie, można zauważyć dość znaczne zmiany. Współczesne
choinki są o wiele bardziej szykowne, mają więcej dekoracji.
Ozdoby wykonywane ręcznie, zostały zastąpione różnokolorowymi
bańkami, a świeczki wyparło elektryczne oświetlenie.
Pozostała jednak na wsi tradycja stawiania "żywego"
drzewka, które w miastach coraz częściej zastępuje choinka ze
sztucznego tworzywa. Nadal są wieszane cukierki i łańcuchy,
lecz zamiast słomianych są "srebrne" lub "złote".
Obecnie rodzice pod choinkę składają prezenty dla dzieci, tzw.
"gwiazdki", czego dawniej nie było z powodu ubóstwa.
Najnowszym zwyczajem jest ozdabianie drzewek rosnących przed
domem elektrycznym oświetleniem, a czasem nawet całego ogrodu
girlandami różnokolorowych światełek. Coraz częściej
spotkać można w ogródkach przydomowych czy na balkonach także
świecące figurki mikołajków, reniferów, krasnoludków.
Najprawdopodobniej zwyczaj ten został przywieziony w ostatnich
latach z Zachodu.
Mimo zewnętrznych zmian, jakie zaszły w sposobie
przyozdabiania, sama symbolika "zielonego drzewka" nie
zmieniła się. Pozostało ono nieodłącznym elementem wieczoru
wigilijnego i całego okresu świątecznego. Czas stania choinki
w domu jest różny. W niektórych domach cieszono się nią do
uroczystości Trzech Króli, w innych do wizyty duszpasterskiej
kapłana, w większości jednak czas ten wydłużał się do
Matki Bożej Gromnicznej, czyli do 2 lutego.
Gdy wszystko było przygotowane do świąt i wieczerzy
wigilijnej, domownicy myli się i odświętnie ubierali. Na
początku mył się zawsze gospodarz, później gospodyni, a po
niej dzieci. Do mycia używano wielkiej miski. Wody zwykle nie
zmieniano, więc w tej samej wodzie myli się kolejno wszyscy
domownicy. Zwyczaj ten stał się symbolem zewnętrznego
oczyszczenia i gotowości na przyjście Chrystusa.
Dzieci z niecierpliwością czekały na pierwszą
gwiazdkę, gdyż o tej porze były już bardzo głodne. Przez
cały dzień starały się być grzeczne, aby nikt na nie nie
krzyczał, ani nie bił. W przeciwnym razie wróżyło to, że
przez cały następny rok będą bite. Niegrzeczne dzieci nie
mogły wejść do pomieszczenia, gdzie miała być spożywana
wieczerza, aż do chwili jej rozpoczęcia, co gorsze, takim
dzieciom groziła kara wsadzenia pod beczkę. Z wielkim więc
zapałem w tym dniu spełniały swoje zadania. Czyściły buty
wszystkim domownikom, obierały ziemniaki, pomagały przy
dekorowaniu domu.
Przed samą wieczerzą, gospodarz przynosił ze
stodoły do domu przygotowane snopy, siano i słomę. Liczba
ustawianych snopów nie była jednakowa we wszystkich domach.
Najczęściej przynoszono dwa dorodne snopki żyta i owsa lub
pszenicy, aby w następnym roku urodziły się takie same.
Nazywano je "kolędnikami" i były symbolem oczekiwanego
dostatku. Wchodząc do domu ze snopkami gospodarz mówił: "Niech
będzie pochwalony Jezus Chrystus", a wszyscy domownicy
odpowiadali: "Na wieki wieków. Amen" albo "Niech będzie
pochwalony. Na szczęście, na zdrowie, na Boże narodziny".
Następnie stawiał snopki w kącie izby. W niektórych domach był
zwyczaj przynoszenia snopków z każdego gatunku zboża, jakie
się uprawiało: żyta, pszenicy, owsa i prosa. Z lewej strony
pokoju stawiano choinkę, a z prawej w kącie przy ścianie
rozkładano wszystkie snopki od najmniejszego do największego,
aby były dobrze widoczne. Istnieje zwyczaj wkładania w te
snopki ziela, święconego na matkę Bożą Zielną. Wierzono,
iż ziarno w snopkach staje się poświęcone, dlatego po wymłóceniu
dawano je kurom, aby dobrze się niosły, albo dodawano do
zboża, które miało być przeznaczone na zasiew. Nie wybije go
wtedy grad w polu i będzie urodzaj.W niektórych domach obok
snopków stawiano dzieżkę chlebową. Do środka wkładano
bochenek chleba, a na pokrywie zioła święcone po to, aby nie
brakowało chleba przez cały rok.
Przynoszono także najładniejsze siano, wypowiadając
przy wejściu te same słowa. Rozkładano je na stole i pod
stołem, "na pamiątkę, iż Pan Jezus narodził się w
żłobie na sianie". Wynoszono je bydłu jako "kolędę" w
drugi dzień świąt, lub na świętego Jana.
Bezpośrednim przygotowaniem do wieczerzy wigilijnej
jest nakrycie stołu wigilijnego. Dawniej najpierw na stół
sypano garść różnego rodzaju zboża w kształcie krzyża, aby
zapewnić urodzaj w nadchodzącym roku. Następnie przykrywano je
sianem. Przed pierwszą wojną światową a i w okresie
międzywojennym rzadko stół nakrywano obrusem, gdyż nie było
za co go kupić. Spożywano wieczerzę na sianie. Na stole
umieszczano krzyż, obok niego dwie świeczki woskowe, jeśli
ktoś je miał, opłatek, miód i czosnek. Niektórzy dodawali
jeszcze cebulę. Był też zwyczaj, że stawiano pod stołem,
obok siana, garniec różnego rodzaju zboża, które było
przeznaczone dla kur. Według kilku respondentów, pod stół
wstawiano też dzieżkę chlebową, aby chleb się udawał przez
cały rok oraz maśniczkę i drewnianą łyżkę "do zbierania
, czyli resztek, z potraw po kolacji, dla zwierząt
domowych".
Na badanym terenie, istniał także zwyczaj
spożywania wieczerzy wigilijnej na dzieżce chlebowej, stawianej
na środku izby. Rozścielano na niej siano, w późniejszych
czasach nakrywano białym lnianym obrusem. Na wierzch kładziono
opłatki. Wtedy wokół dzieżki rozścielano przyniesioną
słomę i na niej siadali domownicy. Gdy rodzina była bardzo
liczna i nie mieściła się przy stole, kolację wigilijną
spożywano przy ławie. Stół jednak był przygotowany tak jak w
każdym domu.
Po drugiej wojnie światowej stół miał już
zupełnie inny wygląd. Zawsze był przykryty białym obrusem,
nakryty najładniejszą zastawą stołową. Na stole stawiano
wianek z jodełki, a w nim świecę, obok bochenek chleba i
opłatek, który symbolizował Chrystusa.
Współcześnie, stół jest podobnie przygotowywany.
Pamięta się zawsze o sianie, czasem jeszcze można spotkać
snopek w kącie, ale już nigdzie nie przynosi się słomy.
Zapewne wiąże się to z wystrojem wnętrz obecnych domów, a
także zmianą techniki żniwnej (słoma po kombajnie nie pasuje
do stołu wigilijnego).
Dzień wigilijny, dzięki swojej przebogatej
obrzędowości ludowej należał zawsze do wyjątkowych i
osobliwych dni roku. Przy chrześcijańskiej interpretacji
wierzeń i obrzędów wynikających bezpośrednio z katolickich
świąt Bożego Narodzenia, zachowały się pewne elementy
przedchrześcijańskie, pochodzenia antycznego i słowiańskiego.
Noszą one znamię kultów agrarnych i zaduszkowych. Właśnie z
nich wypływało przeświadczenie, że dzień ten, w zależności
od wydarzeń i przeżyć osobistych, decydował o szczęściu lub
nieszczęściu, pomyślności czy zmartwieniach w nadchodzącym
roku.
Zakończenie wszelkich prac, wysprzątanie izby i
obejścia, ozdoby, niespotykana w innych porach roku obfitość
jedzenia i wreszcie liczne zakazy, stwarzały granicę pomiędzy
codziennością a świętem, które rozpoczynano wraz z dostrzeżeniem
pierwszej gwiazdy, tak niecierpliwie przez wszystkich
oczekiwanej, aby zasiąść przy wigilijnym stole.
◄ Powrót
|