Maria Kuczerenko * ZWYCZAJE, OBRZĘDY ORAZ WIERZENIA ADWENTOWE I BOŻONARODZENIOWE W PARAFII GWIZDÓW * Gwizdów 1999

Zwyczaje po wieczerzy

      Wieczór tak niezwykłego dnia, jakim jest wigilia Bożego Narodzenia, wypełniony jest różnorakimi zwyczajami o charakterze magicznym i próbami określenia przyszłości. Wypływać to może z dawnej tradycji, kiedy ten dzień traktowano jako ostatni w roku, a w związku z tym zawierający moc odkrywania tajemnic przyszłych zdarzeń.
      Po zakończeniu wieczerzy, pozostawało jeszcze dużo czasu do wyjścia na pasterkę. Gospodyni sprzątała ze stołu, zmywała naczynia we wodzie, której nie wolno było wylewać, lecz oddawano zwierzętom do picia. Zwyczaj ten praktykowany jest do dziś. Z siana lub słomy skręcano powrósło i mający paść bydło w przyszłym roku wiązał nim łyżki, aby krowy razem, w skupieniu się pasły, nie bodły się i nie "gziły", to znaczy nie brykały. Powinny to były robić dzieci, ale nie chciały, gdyż to wróżyło, iż przez całe lato będą pasły krowy. Dlatego często robiła to sama gospodyni.
      Według niektórych respondentów, gospodarz zaraz po wieczerzy wynosił "kolędę" dla zwierząt, aby im też przybliżyć święta. Resztki potraw zmieszane z opłatkiem dawano wyłącznie bydłu, czyli krowom i koniowi, gdyż tylko ono było w stajence przy narodzinach Pana Jezusa. "Mówiono: wół i osiołek, śpiewali społem". Uważano, iż jest to szczególny dzień także dla zwierząt, gdyż wszystko rozumieją, a o północy rozmawiają ludzkim głosem. Dlatego nie wolno było wchodzić do stajni o północy. Kto usłyszałby rozmowę zwierząt, ściągnąłby na siebie śmierć.
      Chwilą, na którą po wieczerzy najbardziej czekały dzieci, było wnoszenie w dom słomy. Gospodarz przynosił trzy wiązki słomy i rozścielał ją na podłodze. Czyniono to na pamiątkę betlejemskiej stajenki. Pisał o tym Potocki:

"Stary zwyczaj w tem mają chrześcijańskie domy,
Na Boże Narodzenie po izbie słać słomy,
Że w stajni Święta Panna leżała połogiem [...]".

      Z tej też okazji, w noc wigilijną wszyscy spali na słomie bez prześcieradła. A wynoszono ją z domu wcześnie rano na św. Szczepana. Następnie gospodarz brał garść słomy i uderzał nią o belki w suficie. Zwyczaj ten nazywano "biciem kop". Ile ździebeł zatrzymywało się w szczelinach, tyle kop zboża będzie w następnym roku. Ździebła te wisiały do św. Szczepana przypominając, że w stajence, gdzie narodził się Jezus, zewsząd słoma zwisała. Dzieci zaś zaczynały zabawę w słomie. Przewracały się, wiązały ręce i nogi powrósłami tak, iż nie można się było rozwiązać. Trzeba było leżeć i czekać na pomoc innych. Im więcej było dzieci, tym weselej, dlatego po wieczerzy chodzono do sąsiadów podzielić się opłatkiem. Dorośli siedząc lub leżąc wygodnie na słomie kolędowali, a dzieci bawiły się w słomie tak, że później nie można jej było pozbierać. "Zmierzwiły słomę tak, że nie było co wynieść" - mówiła jedna z respondentek. Kolęd śpiewano bardzo dużo. Poczynając od powszechnie znanych takich, jak: "Wśród nocnej ciszy", "Przybieżeli do Betlejem", "W żłobie leży", "Pójdźmy wszyscy do stajenki", a kończąc na pastorałkach. Śpiewano z kantyczek po kolei wszystkie kolędy. Jedną z tych już nieznanych pastorałek, była następująca:

      Najświętsza Panienka po świecie chodziła,
      Pana Jezusa w żywocie nosiła.
      Poszła Ona, poszła do miasta podłego,
      Tam napotkała chłopka ubogiego.
      Oj chłopku, chłopku, chłopku pracowity
      Przenocuj, że mnie w tym swoim domeczku.
      Chłopek się naradził, gromadę sprowadził i Matkę Najświętszą
      Z domku wyprowadził i pieskami poszczuł.
      Pieski szczekały, chwałę Bogu dały.
      Chłopek się zdziwił, Panienki nie przyjął
      I dnia pewnego dowiedział się o tym,
      Że go prosiła Najświętsza Panienka,
      Że go prosiła Najświętsza Panienka.

      Każdy naród chrześcijański posiada swoje bożonarodzeniowe pieśni, nigdzie jednak nie wyrosła ich podobna mnogość jak u Polaków. Nigdzie też nie są tak równie bezpośrednie i tkliwe. Przy śpiewie kolęd odbywały się w domach różnorodne wróżby. Te dotyczące długości ludzkiego życia znano prawie w każdym domu. Wyciągano spod obrusa źdźbło siana i jeśli było długie oznaczało długie życie, krótkie zaś rychłą śmierć
      Ci, którzy chcieli przewidzieć jaka będzie pogoda w nadchodzącym roku, wsypywali sól do dwunastu łusek z cebuli. Każda z nich oznaczała kolejny miesiąc nadchodzącego roku. Jeśli w którejś sól zwilgotniała, wróżyło to mokry miesiąc.
      Aby dowiedzieć się, czy zbliżający się rok będzie urodzajny, tego wieczoru bacznie obserwowano niebo. Czyste i gwiaździste zwiastowało rok bogaty w urodzaje. Mówiono: "Jak na wigilię jasno, to w stodole ciasno" lub "Wigilia piękna, a jutrznia jasna, będzie stodoła ze zbożem ciasna". Niebo pełne gwiazd wróżyło również, iż w nowym roku kury będą nieść dużo jaj.
      Powszechnie znany był zwyczaj obwiązywania powrósłami ze słomy drzew owocowych, aby zapewnić obfity urodzaj w przyszłym roku. Dokonywano tego boso, po wieczerzy lub po pasterce, a czasem z rana w drugi dzień świąt. W czasie obwiązywania straszono drzewa trzymając nad nimi siekierę. Gospodarz mówił: "rodzisz, czy nie rodzisz, bo cię cupne". Niektórzy przed obwiązaniem najpierw drzewo budzili. Potrząsając nim mówili: "Drzewino obudź się, bo się Pan Jezus narodził" lub: "Bóg się rodzi a ty śpisz?". Pytano też: "Sadowino, czego nie rodzisz? Pan Jezus się narodził, a ty nie rodzisz?". Po wieczerzy gospodyni rzucała resztki mąki pozostałej po pieczeniu, na drzewa w sadzie, żeby dobrze rosły i owocowały.
      Wierzono także, iż w tą niezwykłą noc dokonują się cuda. Na krótką chwilę, woda w źródłach, potokach i rzekach zamienia się we wino. Młodzież męska, chodziła więc po Wiliji do rzeki napić się wina, śpiewając: "Gody, Gody! wnet to będzie wino z wody, w Kanie, w Kanie Galilejskiej". Z perspektywy czasu, jeden z respondentów uzasadnia ten zwyczaj tym, że po tak obfitej kolacji, niejednego rozbolał brzuch, dlatego szli napić się czystej, źródlanej wody.
      Znane też było opowiadanie o dziewczynie, którą wysłano po wino do rzeki. Ona zaś przyniosła we wiadrze z wodą pierścionek czy złoty pieniądz. Sprzedała go i kupiła sobie piękne ubranie. Od tego czasu miała powodzenie u kawalerów. Dlatego też dziewczyny biegły do rzeki, aby znaleźć złoty pieniążek. Podobnie szukały "szczęścia" w rzece idąc do niej na bosaka lub na kolanach. Zanurzały rękę w wodzie i co pierwsze im wpadło pod palce wyciągały. Mógł to być nawet zwykły kamyczek, a na nim np. kropeczki w kształcie krzyża, wróżyło to pójście do zakonu. Na tej samej zasadzie wróżono także o przyszłym zawodzie. Jeśli wyciągnięty został np. but oznaczało to zawód szewca.
      Wróżby dotyczyły spraw najbardziej interesujących ludzi i mających wpływ na przyszłe ich życie, nie mogło więc zabraknąć wśród nich tych odnoszących się do spraw matrymonialnych. Cieszyły się dużym zainteresowaniem, zwłaszcza wśród dziewcząt. Wychodziły one na dwór i nasłuchiwały, z której strony pies szczeka, gdyż stamtąd miał przybyć kawaler. Jeśli z którejś strony dolatywało szczekanie wielu psów, to tam będzie dużo wesel. Niektóre panny spuszczały psa z uwięzi obserwując, w którą stronę pobiegnie lub zaszczeka, z tej strony przyjdzie chłopak lub tam będzie pierwsze wesele.
      Kolejną wróżbą matrymonialną było obejmowanie sztachet w płocie. Jeśli dziewczyna objęła parzystą liczbę sztachet, to wyjdzie za mąż, jeśli nieparzystą - zostanie starą panną. Podobnie było z liczeniem dziur w płocie. Ile było naliczonych dziur, tylu będzie miała chłopaków. Do wróżb wykorzystywano też drewienka, które dziewczyny przynosiły na ręku. Jeśli ich była parzysta liczba - gwarantowało to zamążpójście, a jeśli nie - staropanieństwo. Podobnie wróżono z siana, licząc przygodnie wybraną garść ździebeł.
      Dla uzyskania dokładniejszej wiedzy o przyszłym losie, wróżono przy pomocy talerzy. Zebrani kładli na stół pod talerze obrączkę, różaniec i wianuszek. Każda z dziewcząt podchodziła kolejno do stołu i podnosiła jeden talerz. Jeśli odkryła obrączkę, to w ciągu roku miała zostać mężatką, a gdy różaniec - droga miała zaprowadzić ją do zakonu, a jak wianuszek - zostanie starą panną.
      Wszystkie te sposoby zdobywania upragnionej wiedzy o przyszłości opierały się na nie wypowiadanym przekonaniu, że tego właśnie wieczoru staje się to możliwe. Większość omówionych wierzeń i wróżb wigilijnych już dzisiaj nie występuje. Te zaś, które pozostały, zatraciły swoje dawne funkcje obrzędowe i stały się tylko przedmiotem zabawy i żartu.
      Po przeprowadzeniu tego bogatego repertuaru wróżb i przepowiedni, chłopcy uczyli się jeszcze kolęd, wykańczali swe gwiazdy lub szopki kolędnicze. Dzieci zmęczone, najczęściej zasypiały w słomie, a i dorośli po tak ciężkim dniu starali się choć na chwilę położyć. Jedna osoba czuwała, aby nie przespać pasterki.
      Współcześnie wieczór wigilijny nie jest tak bogaty w różnorakie obrzędy i wróżby. Po wieczerzy dzieci szukają dla siebie prezentów pod choinką, z których ogromnie się cieszą. Dorośli po odśpiewaniu kilku kolęd słuchają radia lub oglądają telewizję. Ci, którzy z różnych powodów nie mogą iść do kościoła, oglądają transmisję papieskiej pasterki z Watykanu.
      W ten sposób, wśród śmiechów i radości oraz dolatujących z różnych stron odgłosów śpiewanych kolęd, wszyscy oczekiwali na pełną realizację wigilijnej nocy, kiedy to w czasie mszy św., zwanej pasterką, na świat przychodzi z tęsknotą oczekiwany Zbawiciel.

      Przedstawione powyżej zwyczaje, obrzędy i wierzenia wigilijne, które praktykowane były na terenie obecnej parafii Gwizdów, różnorodne w swojej formie, zadziwiają swoim bogactwem, szczególnie że są skupione zaledwie w jednym dniu. Należy zwrócić uwagę na jego wyjątkową i niepowtarzalną atmosferę, przenikniętą radością i wzajemną miłością jednoczącą ludzi, najpierw przez przygotowanie obejścia i domu na świętowanie, następnie przez wspólny posiłek przy wigilijnym stole. Człowiek mógł na nowo otworzyć się na innych, odczuć miłość rodziny, połamać się z bliskimi opłatkiem i złożyć szczere życzenia.
      Wieczerza wigilijna z jednej strony jest jeszcze ucztą o postnym charakterze adwentowym, a z drugiej strony jest już początkiem radosnego święta Narodzenia Pańskiego.
      Ze względu na to, iż w wiekach średnich Wigilia uważana była za ostatni dzień roku, związało się z nią nierozerwalnie wiele przepowiedni, magicznych zabiegów i wróżb o charakterze agrarnym, matrymonialnym oraz zapowiadających długość życia. Wszyscy pragnęli poznać lub wywołać dla siebie, domu i całej społeczności jak najlepszą przyszłość.
      Obecnie obserwuje się zanikanie dawnych obrzędów. Wygląd izby - pokoju nie ma już tak nastrojowego i symbolicznego charakteru jak niegdyś. Również z choinki zniknęły piernikowe ciasteczka, orzechy i łańcuchy słomkowe. Jedynie zwyczaje przyjęte przez Kościół praktykowane są do dziś i każda rodzina stara się je przekazać swoim dzieciom.

◄ Powrót