Maria Kuczerenko * ZWYCZAJE, OBRZĘDY ORAZ WIERZENIA ADWENTOWE I BOŻONARODZENIOWE W PARAFII GWIZDÓW * Gwizdów 1999

Wieczerza wigilijna

      Kulminacyjnym punktem dnia wigilijnego była i jest wieczerza, nazywana Wiliją. Ma ona charakter tradycyjnej, domowej i najbardziej rodzinnej uroczystości w roku o podłożu religijnym. Jest to czas wyjątkowy, pełen miłości, serdeczności, a także odrobiny zadumy. Wygasają wszystkie spory, waśnie i nieporozumienia. W ten wieczór szczególnie pamięta się o ludziach samotnych, opuszczonych, zapraszając ich do wspólnego przeżywania narodzin Pana Jezusa. Pozostawione przy stole wolne miejsce, świadczy o gotowości przyjęcia w dom każdego podróżnego. Istnieje wśród ludzi przekonanie, że "gdy ktoś w tym dniu pobłądzi w podróży, a przypomni sobie o dzieleniu się opłatkiem, to droga mu się odnajdzie". Wieczór i noc wigilijna w odczuciach ludzi były niezwykłe. Panował na wsi niesamowity nastrój. Radość, łączona zwykle z faktem narodzin Chrystusa, mieszała się z wyraźnym niepokojem. Wieczór był cudowny i straszny zarazem, pełen wróżb i obyczajów.
      Po zapadnięciu zmroku, gdy przez wszystkich domowników, a zwłaszcza dzieci, tak niecierpliwie wypatrywana pierwsza gwiazdka na niebie pojawiła się, nadchodził czas, by zasiąść do wigilijnego stołu. Według wierzeń ludowych jest to ta sama gwiazda, która kiedyś pastuszkom i mędrcom ze Wschodu, wskazała miejsce narodzenia się Pana Jezusa.Wigilijną wieczerzę rozpoczynano zawsze od modlitwy. Po zapaleniu świeczek, klęcząc lub stojąc twarzą do krzyża czy obrazu, odmawiano pacierz oraz modlitwy: "Pod Twoją obronę", "Anioł Pański". Czasami odmawiana była litania loretańska lub cząstka różańca świętego z rozważaniem tajemnic radosnych. Podczas modlitwy pamiętano o bliskich nieobecnych, a także o zmarłych. Wierzono, iż w ten dzień dusze zmarłych przychodzą na ziemię i przebywają wśród swoich. Dlatego też, w dzień wigilijny lub w Boże Narodzenie, zanoszono na groby, świeczki i wianki jodłowe. Obecnie w każdym domu czytany jest z Pisma Świętego fragment ewangelii św. Łukasza o narodzeniu Pana Jezusa. Modlitwom przewodniczył najstarszy uczestnik wieczerzy albo gospodarz jako "głowa" rodziny. Dziękował za wszystkie łaski otrzymane w tym roku, prosząc zarazem o błogosławieństwo dla rodziny i w gospodarstwie w nadchodzącym: "Daj nam Boże doczekać tego czasu, którego my teraz doczekali", po czym wraz z domownikami całował krzyż. Następnie dzielił opłatek na tyle części, ilu było uczestników wieczerzy. Smarował je miodem, a na wierzch kładł pół lub cały ząbek czosnku, wypowiadając słowa: "Spożyjmy wszyscy anielskiego chleba, aby nasza dusza dostała się do nieba". Podając każdemu tak przygotowany kawałek opłatka, mówił: "Zapraszam na kolędę". Następował moment dzielenia się opłatkiem i składania szczerych, z serca płynących życzeń. Najpierw dzielili się ojciec z matką, życząc sobie nawzajem zdrowia, szczęścia i przeżycia w zgodzie następnego roku. Po czym kolejno z dziećmi, zaczynając od najstarszego. Dzielenie się polegało na odgryzieniu cząstki opłatka od osoby, której składało się życzenia. Dlatego dzieci nadstawiały rodzicom tą stronę opłatka, na której znajdował się czosnek, ponieważ był dla nich zbyt ostry. Rodzice wówczas wyjaśniali, że należy zjeść nie tylko słodki miód, ale i piekący czosnek, gdyż w życiu bywają zarówno chwile radosne jak i smutne. W niektórych domach zjadano sam ząbek czosnku mówiąc przy tym: "jem cię nagiego, a broń mnie od złego", po czym spożywano opłatek z miodem. Powszechnie uważano, iż miód i czosnek mają chronić od wszelakich chorób. "Miód jest lekiem wszechstronnym, a czosnek leczy siedem chorób". Wierzono, że czosnek miał zabezpieczać przed złymi duchami. "Jak się czosnek je, to się złe nie chyta". Pozostały miód z Wigilii używano jako lekarstwa dla dzieci. Po wieczerzy resztki miodu, opłatka i czosnku, wkładano do snopka zbożowego.
      Zaopatrywano się w miód na wieczerzę wigilijną dużo wcześniej. Kupowano go u pszczelarzy, w mieście, ale najczęściej dzielili się miodem sąsiedzi, którzy mieli pasiekę. W okresie międzywojennym, miód zanoszono sąsiadom w liściu kapuścianym. Zdarzało się, że niektórym trzeba było za to zapłacić lub odrobić tzw. "dniówkę". Opłatki, podobnie jak i teraz, roznosił po domach w czasie adwentu kościelny lub organista. Oprócz opłatków białych były też kolorowe dla zwierząt: różowy dla krów, zielony dla koni. Składano mu za to ofiarę pieniężną lub w postaci zboża. Obecnie daje się tylko pieniądze.
      Zwyczaj roznoszenia opłatków na święta Bożego Narodzenia istnieje tylko na ziemiach polskich i znany był już w XV wieku. Nazwa "opłatek", pochodzi od łacińskiego słowa oblatum - dar ofiarny. Oznacza rodzaj przaśnego chleba pieczonego w formie bardzo cienkich płatków. Dzielenie się opłatkiem jest w mocno zmienionej formie pozostałością czasów starochrześcijańskich. W pierwszych wiekach chrześcijaństwa, rozsyłano wiernym, niemogącym uczestniczyć w Najświętszej Ofierze, niekonsekrowane chleby ofiarne - eulogie - poświęcane tylko po mszy św. Stanowiły one symbol miłości i jedności chrześcijańskiej. Nasze łamanie się opłatkiem w pełni zachowało to znaczenie. Podkreślało gotowość podzielenia się z bliźnim ostatnim kawałkiem chleba, było też symbolem równości. Dlatego we Wigilię panowie i służba dzielili się opłatkiem i zasiadali wspólnie przy jednym stole.
      Po podzieleniu się opłatkiem, wszyscy uczestnicy wieczerzy przystępowali do spożywania wigilijnych potraw. Ich liczba była bardzo różna, czyniono jednak wszystko, aby tych potraw było jak najwięcej. Wierzono, że potrawy na wieczerzę wigilijną powinny składać się ze wszystkich płodów pola, sadu i ogrodu. Gdyby któreś opuszczono i nie postawiono na wigilijnym stole, nie obrodziłyby w roku przyszłym. Wigilia od niepamiętnych czasów jest ucztą postną, dlatego wszystkie potrawy mogły być maszczone wyłącznie olejem. Na badanym terenie, najczęściej przygotowywano 12 potraw, co łączono z liczbą 12 Apostołów lub też 12 miesięcy w roku. Gdy gospodarze byli biedni, na stole stawiano mniej potraw, licząc przy tym każdy ich składnik oddzielnie tak, iż w sumie wychodziło dwanaście.
      Na sam początek każdy dostawał kromkę chleba, której nie zjadał do końca, gdyż należało ją zostawić dla zwierząt na "kolędę". Następnie gospodyni wnosiła tradycyjnie główne danie wieczoru - kapustę z grochem i grzybami. Do jedzenia kapusty zachęcano zwłaszcza dzieci, mówiąc: "kto dużo kapusty zje, temu krowy będą dobrze się paść". Dalej po kolei stawiano na stole wszystkie rodzaje kasz: gryczaną, jaglaną, jęczmienną; pierogi: z kapustą, z ziemniakami, z kaszą jaglaną z jabłkami lub śliwkami oraz gołąbki z kaszą gryczaną. Nie zabrakło też ciasta na wigilijnym stole. Różne zawijańce drożdżowe z makiem, z serem, czasem i pączki spożywano pod koniec wieczerzy, popijając kompotem z suszonych owoców nazywanym "pamułą". W kilku domach przyrządzano na wieczerzę kutię. Zwyczaj ten przyniesiono ze Wschodu, gdzie przebywały niektóre rodziny przez jakiś czas.
      Obecny jadłospis wigilijny powiększył się o bardziej wykwintne dania. Gotowany jest więc barszcz z uszkami, zupa grzybowa z ziemniakami, ryby smażone, śledzie i wiele innych. Tradycyjnie jednak zachowywana jest kolejność dań, a wszystkie potrawy maści się lnianym lub rzepakowym olejem domowej roboty.
      Wieczerzy wigilijnej towarzyszyły różne zakazy i nakazy oraz wiele praktyk wróżebnych. Dawniej, wszystkie potrawy spożywano z jednej glinianej miski, zwanej donicą, drewnianymi łyżkami. Po zjedzeniu jednej potrawy do końca, gospodyni nakładała następną, domownicy zaś śpiewali w tym czasie kolędę. Pod miskę podkładano kawałek opłatka, jeśli przykleił się do dna, wierzono, że ma to zapewnić urodzaj potrawy, która znajdowała się w środku. Obowiązkowo trzeba było skosztować choć odrobinę każdej potrawy, co miało wróżyć urodzaj lub zdrowie w nadchodzącym roku. Aby uniknąć bólu zębów, należało rozgryźć w czasie wieczerzy kilka orzechów. W czasie kolacji, nikt z uczestników nie mógł odchodzić od stołu, z wyjątkiem gospodyni, która podawała potrawy, gdyż mogło to sprowadzić śmierć na któregoś z domowników. Podobnie wróżyło zgaśnięcie świecy na wigilijnym stole lub upuszczenie łyżki na ziemię przez któregoś z uczestników wieczerzy. Obserwowano też księżyc i gwiazdy. Jeśli światło księżyca padało na stół podczas wieczerzy, wróżyło to pogodne, radosne życie w rodzinie. Wieczerzę spożywano w atmosferze spokoju, ciszy i zadumy, zachowując powagę, gdyż była to szczególna chwila - narodzenie Pana Jezusa. Miało to też gwarantować, iż rodzina przez cały rok będzie się szanować. Zostawiano wolne miejsce przy stole dla nieobecnych z rodziny w przekonaniu, że mogą się zjawić niespodziewanie oraz dla każdego podróżnego, który może przybyć w czasie wieczerzy do domu.
      Wieczerzę wigilijną kończono modlitwą lub kolędą, najczęściej "Wśród nocnej ciszy". Poważny nastrój zmieniał się w radosny. W oczekiwaniu na pasterkę, która była odprawiana o północy, spędzano mile czas na śpiewaniu kolęd, opowiadaniu o narodzinach Jezusa Chrystusa, zabawach i wróżeniu, które dotyczyły przyszłości.

◄ Powrót