Maria Kuczerenko * ZWYCZAJE, OBRZĘDY ORAZ WIERZENIA ADWENTOWE I BOŻONARODZENIOWE W PARAFII GWIZDÓW * Gwizdów 1999

Przygotowanie do wieczerzy wigilijnej

      Wigilia Bożego Narodzenia przetrwała do dziś jako cudowny dzień, w którym spełniają się wróżby dotyczące przyszłego życia, a nawet decydujące o losach człowieka. Widziano w niej dzień pełen szczególnych znaczeń. Od jej przebiegu miał zależeć tok nadchodzącego roku. Z tego powodu należało unikać wszelkich kłótni i gniewu. Starano się więc przeżyć ten dzień jak najlepiej, w zgodzie, poszanowaniu i miłości.
      Wśród ludności parafii Gwizdów istniało od dawna przekonanie, że "jakim jest się w dzień Wigilii, takim jest się cały rok". Dlatego też nie można długo spać, aby nie być przez cały rok śpiochem i leniem. Takim "wróżyło się biedę i niedostatek przez cały rok". Każdy więc starał się wstać wcześniej, gdyż czekało na niego wiele pracy. Dzień zaczynał się od modlitwy. Po odmówieniu pacierza, w niektórych domach śpiewano Godzinki o Niepokalanym Poczęciu Najświętszej Maryi Panny. Starano się też, aby w ten ostatni dzień adwentu, przynajmniej jedna osoba z domu poszła na roraty do kościoła. Wszyscy nie mogli iść, gdyż było bardzo daleko, a czasu niewiele przy takim ogromie pracy. Gdzieniegdzie był zwyczaj, że w Wigilię zaraz po przebudzeniu biegło się szybko do rzeki, aby jako pierwszy umyć się w jej wodzie. Miało to uchronić od wrzodów (wyprysków). W dzień wigilijny nie należało chorować. Jeśli ktoś źle się czuł, to starał się o tym nie mówić, gdyż cały rok będzie chory. Nie można było skarżyć się na ból głowy czy zęba, aby nie odczuwać tego bólu w przyszłym roku. Dla mężczyzny ważne było w ten dzień obmyć się w zimnej wodzie, aby przez cały rok być silnym, zdrowym i odpornym na wszelkie choroby. Najczęściej obmywali się w rzece, jeśli była w pobliżu. Dobrze było mieć przy sobie od samego rana pieniążek, co miało wróżyć dostatek i wystarczającą ilość pieniędzy na cały rok.
      Szczególnie zwracano uwagę na to, kogo pierwszego spotka się w Wigilię, lub kto pierwszy przyjdzie do domu: kobieta czy mężczyzna? Przyjście kobiety wróżyło nieszczęśliwy rok, rok w "ubytku". Niektórzy wierzyli, iż przyjście kobiety jako pierwszej, spowoduje, że przez cały rok będą się tłukły garnki. Zdarzało się, iż w niektórych domach zamykano drzwi, by nikt w ten dzień nie przyszedł. Dlatego też niechętnie odwiedzano sąsiadów, a jeśli już to było konieczne, wysyłano kogoś płci męskiej. Wierzono, że mężczyzna przynosił szczęście i pomyślność na nadchodzący rok. "Jak przyszedł chłop - bogaty rok". Każdemu kto ujrzał w tym dniu jako pierwszego mężczyznę, będzie się we wszystkim powodzić. Panował więc w niektórych domach zwyczaj wysyłania chłopców wczesnym rankiem do sąsiadów, aby im się "szczęściło". Mężczyźni byli mile widziani także z innego względu. Jeśli w tym czasie krowa była cielna, to ich ranne odwiedziny zwiastowały przyjście na świat potomka płci męskiej, czyli byczka. Gospodarze w tym przypadku woleli jednak, aby pierwszym gościem była kobieta, gdyż wtedy będzie cieliczka, co wskazywało na powiększenie się inwentarza. Zwyczaj ten jest do dziś praktykowany. Z przyjściem gościa we Wigilię wiązał się jeszcze jeden zwyczaj. Wchodząc do domu, należało usiąść, aby kury w tym gospodarstwie się dobrze niosły i nie chodziły do sąsiadów. W Wigilię nie wolno było od nikogo nic pożyczać, ani nikomu nic nie dawać, gdyż wtedy przez cały rok może z gospodarstwa wszystkiego ubywać. Starano się również nie wydawać w ten dzień pieniędzy, aby "nie rozchodziły się one w następnym roku". Dlatego wszystkie zakupy, mimo iż były niewielkie, robiono wcześniej. Panował też zwyczaj oddawania w Wigilię wszystkich długów lub rzeczy pożyczonych po to, aby wkraczać w nadchodzący rok "czystym".
      W dzień wigilijny na wsi obowiązywał post ścisły, który obecnie przedstawiciele starszego pokolenia nadal praktykują. Ograniczano się do jednego lekkiego posiłku w ciągu dnia. Najczęściej była to kromka suchego chleba i woda lub czarna kawa zbożowa. W niektórych domach spożywano chleb z cebulą i olejem lnianym, popijając kompotem z suszonych owoców. Dzieciom pozwalano jeść chleb z mlekiem lub dawano im placuszki (naleśniki). Większość jednak dorosłych nie przyjmowała żadnych pokarmów aż do wieczerzy wigilijnej.
      Wszelkie prace w tym dniu rozpoczynano wcześnie rano i starano się ukończyć je przed południem. Każda czynność powinna się "darzyć", czyli ma być udana. Dlatego wykonywano ją z pośpiechem, ale w wielkim skupieniu. "Należało wykonać wszystkie rodzaje prac po trochu i to z chęcią i zapałem, by być zdolnym do roboty przez cały rok". Tego dnia każdy z domowników miał do spełnienia jakieś zadanie. "Role były podzielone". Mężczyźni wykonywali prace w gospodarstwie, kobiety zaś krzątały się w domach.
      Zadaniem gospodarza było zrobić generalny porządek w stajniach oraz przygotować paszę dla zwierząt na następne dwa dni świąteczne, gdyż wtedy, oprócz koniecznych czynności, nie wolno było nic robić. Pomagał mu w tym starszy syn. Wyrzucano więc obornik, znoszono ściółkę pod bydło. Zwierzętom przygotowywano siano, słomę, krajano brukiew, rzepę i buraki. Przynoszono ze szafarni ziarno dla kur i owies dla konia. Istnieje do dziś przekonanie, że w Boże Narodzenie nie wolno wchodzić do szafarni, gdyż w najbliższym roku zboże się nie uda lub będzie bardzo zanieczyszczone chwastami. Także w piwnicy nie można nic przekładać, "by nie wyrodziły się plony". Obowiązkowo trzeba było narżnąć większą ilość sieczki, chociaż niektórzy starali się to zrobić dzień wcześniej. Należało też omłócić choć trochę zboża, aby przez cały rok było co młócić. Do zadań gospodarza, należało też zemleć w żarnach trochę ziarna na chleb. Najczęściej mełło się żyto, gdyż na tym terenie nie było gleby odpowiedniej pod pszenicę (z wyjątkiem tzw. Gwizdowa-Podlasu) i dlatego zasiewano tylko żyto. Chcąc mieć pszenicę, trzeba było wymienić ją za żyto. Za garniec pszenicy, dawano około półtora, do dwóch garnców żyta. Przygotowywano też drewno opałowe na najbliższe dni świąteczne, sprzątano na podwórzu. Niektórzy gospodarze praktykowali zwyczaj wyprowadzania konia ze stajni, na krótką przejażdżkę. Miało to zapewnić "rześkość" konia na cały nowy rok.
      Gospodynie wstawały najwcześniej, z pierwszym pianiem koguta. Pierwszą ich czynnością był wypiek chleba. Wskazane także było, aby w ten dzień zrobić masło w "maśniczce". Czynności te, miały zagwarantować obfitość chleba i masła przez cały następny rok. Posiadały też znaczenie praktyczne, gdyż na święta wszystko miało być świeże. Krzątały się one w domu przez cały dzień. Robiły porządki, zamiatały i myły podłogi, a także przygotowywały potrawy na wieczerzę wigilijną i na pierwszy dzień świąt. Pomagały im córki, zwłaszcza przy ozdabianiu domu. Przed pierwszą wojną światową i w okresie międzywojennym, izby przystrajano gałązkami świerkowymi lub jodłowymi układanymi na "krzyż", które wieszano w pobliżu obrazów. Dziewczęta robiły wianki ze sztucznych kwiatów i otaczały nimi obrazy. Ozdabiano je też wiecznie zielonym barwinkiem. Pod sufitem wieszano pająki, ze słomy owsianej i bibułki. W niektórych domach u powały zawieszano tzw. "wiechę" - ścięty czubek jodły lub świerka. Mogły to być również same gałązki podwieszone u sufitu. Przybierano je orzechami, sercami piernikowymi oraz "światami" - kule klejone z okrągło wyciętych, kolorowych opłatków. Pod nazwą "wiecha" istniała jeszcze inna ozdoba świąteczna - kosz wiklinowy podwieszony do góry dnem również u powały. Na jego bocznych ścianach wtykano cztery serca piernikowe, a między nimi piórka białe lub kolorowe. Wewnątrz natomiast wisiały jabłka, zrywane potem przez "kozę", z którą chodzili kolędnicy. Pod obrazami wieszano duże serca z bibuły, wypchane włóknami lnianymi, czasem były one oklejone gwiazdkami ze "złotka". Prawie powszechny był zwyczaj wkładania za obrazy po garści kłosów zbożowych nazywanych "kopami". Miały one przypominać stajenkę, w której Pan Jezus się narodził. Inni respondenci interpretowali ten zwyczaj trochę inaczej. Święci przedstawieni na obrazach, będą błogosławić przyszłym urodzajom.
      Najpóźniejszą ozdobą była choinka, która na badanym terenie przyjęła się dopiero po drugiej wojnie światowej. Nie w każdym domu jednak można ją było spotkać. Jedna izba, wielodzietna a czasem nawet kilkupokoleniowa rodzina na to nie pozwalały. Brakowało po prostu miejsca. Najczęściej stawiano ją w większych, zamożniejszych domach. Początek choinki jedni upatrują w czasach jeszcze pogańskich, inni uważają ją za zwyczaj chrześcijański - drzewo symbolizujące nowe życie, które przyszło z Jezusem. Zwyczaj ten ukształtował się na terenach niemieckiej części Alzacji i Lotaryngii w XVI wieku, a do Polski dotarł na przełomie XVIII i XIX wieku na tereny zaboru pruskiego, skąd się szybko rozpowszechnił i wrósł w obrzędowość wigilijną.
      Na badanym terenie choinkę zwykle przynosił gospodarz. Starał się o nią zadbać wcześniej, dlatego kilka dni przed wigilią udawał się do lasu, aby wyciąć możliwie najładniejsze drzewko świerkowe lub jodłowe. Obecnie, zwłaszcza młodzi chłopcy, wybierają się do lasu o tydzień, a nawet dwa, wcześniej, gdyż najczęściej kradną choinkę, a w tym czasie jeszcze nikt nie pilnuje. Do domów wnoszono choinkę przed południem i umocowywano ją w specjalnym stojaku na najbardziej widocznym miejscu, przeważnie przy oknie, aby była widoczna także z zewnątrz. Najbardziej z niej cieszyły się dzieci, które przystrajały ją ozdobami, własnoręcznie wykonanymi w adwentowe wieczory. "O zielonym drzewku - choince - mówiono, że sprawuje radość młodym i starszym, pociesza chorych i ubogich, pomaga w zapomnieniu przykrości i smutków". Według tutejszej ludności choinka jest symbolem rajskiego drzewa wiadomości dobra i zła, dlatego nazywana jest "drzewkiem" lub "rajskim drzewkiem". Głównymi ozdobami wieszanymi na choince były jabłka, które przypominały owoce rajskie, orzechy zawijane w złotko oraz łańcuchy robione ze słomki i papieru kolorowego, które symbolizowały "węża kusiciela". Choinkę ubierano także ciasteczkami z żytniej mąki, cukierkami, koszyczkami wyplecionymi z pasków kolorowego papieru, szyszkami jodłowymi oraz papierowymi aniołkami. Były na niej także różnego rodzaju wycinanki, świecidełka, bombki i pajacyki. "Na czubku obowiązkowo musiała lśnić gwiazda, na pamiątkę gwiazdy betlejemskiej". Później zaczęto umieszczać na gałązkach choinki kolorowe kręcone świeczki, które zapalano w czasie wieczerzy wigilijnej. Symbolizowały one przyjście na świat Chrystusa, "Światłości świata". Pod choinką umieszczano niewielką tekturową szopkę.
      Porównując wygląd drzewka choinkowego dawniej i obecnie, można zauważyć dość znaczne zmiany. Współczesne choinki są o wiele bardziej szykowne, mają więcej dekoracji. Ozdoby wykonywane ręcznie, zostały zastąpione różnokolorowymi bańkami, a świeczki wyparło elektryczne oświetlenie. Pozostała jednak na wsi tradycja stawiania "żywego" drzewka, które w miastach coraz częściej zastępuje choinka ze sztucznego tworzywa. Nadal są wieszane cukierki i łańcuchy, lecz zamiast słomianych są "srebrne" lub "złote". Obecnie rodzice pod choinkę składają prezenty dla dzieci, tzw. "gwiazdki", czego dawniej nie było z powodu ubóstwa. Najnowszym zwyczajem jest ozdabianie drzewek rosnących przed domem elektrycznym oświetleniem, a czasem nawet całego ogrodu girlandami różnokolorowych światełek. Coraz częściej spotkać można w ogródkach przydomowych czy na balkonach także świecące figurki mikołajków, reniferów, krasnoludków. Najprawdopodobniej zwyczaj ten został przywieziony w ostatnich latach z Zachodu.
      Mimo zewnętrznych zmian, jakie zaszły w sposobie przyozdabiania, sama symbolika "zielonego drzewka" nie zmieniła się. Pozostało ono nieodłącznym elementem wieczoru wigilijnego i całego okresu świątecznego. Czas stania choinki w domu jest różny. W niektórych domach cieszono się nią do uroczystości Trzech Króli, w innych do wizyty duszpasterskiej kapłana, w większości jednak czas ten wydłużał się do Matki Bożej Gromnicznej, czyli do 2 lutego.
      Gdy wszystko było przygotowane do świąt i wieczerzy wigilijnej, domownicy myli się i odświętnie ubierali. Na początku mył się zawsze gospodarz, później gospodyni, a po niej dzieci. Do mycia używano wielkiej miski. Wody zwykle nie zmieniano, więc w tej samej wodzie myli się kolejno wszyscy domownicy. Zwyczaj ten stał się symbolem zewnętrznego oczyszczenia i gotowości na przyjście Chrystusa.
      Dzieci z niecierpliwością czekały na pierwszą gwiazdkę, gdyż o tej porze były już bardzo głodne. Przez cały dzień starały się być grzeczne, aby nikt na nie nie krzyczał, ani nie bił. W przeciwnym razie wróżyło to, że przez cały następny rok będą bite. Niegrzeczne dzieci nie mogły wejść do pomieszczenia, gdzie miała być spożywana wieczerza, aż do chwili jej rozpoczęcia, co gorsze, takim dzieciom groziła kara wsadzenia pod beczkę. Z wielkim więc zapałem w tym dniu spełniały swoje zadania. Czyściły buty wszystkim domownikom, obierały ziemniaki, pomagały przy dekorowaniu domu.
      Przed samą wieczerzą, gospodarz przynosił ze stodoły do domu przygotowane snopy, siano i słomę. Liczba ustawianych snopów nie była jednakowa we wszystkich domach. Najczęściej przynoszono dwa dorodne snopki żyta i owsa lub pszenicy, aby w następnym roku urodziły się takie same. Nazywano je "kolędnikami" i były symbolem oczekiwanego dostatku. Wchodząc do domu ze snopkami gospodarz mówił: "Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus", a wszyscy domownicy odpowiadali: "Na wieki wieków. Amen" albo "Niech będzie pochwalony. Na szczęście, na zdrowie, na Boże narodziny". Następnie stawiał snopki w kącie izby. W niektórych domach był zwyczaj przynoszenia snopków z każdego gatunku zboża, jakie się uprawiało: żyta, pszenicy, owsa i prosa. Z lewej strony pokoju stawiano choinkę, a z prawej w kącie przy ścianie rozkładano wszystkie snopki od najmniejszego do największego, aby były dobrze widoczne. Istnieje zwyczaj wkładania w te snopki ziela, święconego na matkę Bożą Zielną. Wierzono, iż ziarno w snopkach staje się poświęcone, dlatego po wymłóceniu dawano je kurom, aby dobrze się niosły, albo dodawano do zboża, które miało być przeznaczone na zasiew. Nie wybije go wtedy grad w polu i będzie urodzaj.W niektórych domach obok snopków stawiano dzieżkę chlebową. Do środka wkładano bochenek chleba, a na pokrywie zioła święcone po to, aby nie brakowało chleba przez cały rok.
      Przynoszono także najładniejsze siano, wypowiadając przy wejściu te same słowa. Rozkładano je na stole i pod stołem, "na pamiątkę, iż Pan Jezus narodził się w żłobie na sianie". Wynoszono je bydłu jako "kolędę" w drugi dzień świąt, lub na świętego Jana.
      Bezpośrednim przygotowaniem do wieczerzy wigilijnej jest nakrycie stołu wigilijnego. Dawniej najpierw na stół sypano garść różnego rodzaju zboża w kształcie krzyża, aby zapewnić urodzaj w nadchodzącym roku. Następnie przykrywano je sianem. Przed pierwszą wojną światową a i w okresie międzywojennym rzadko stół nakrywano obrusem, gdyż nie było za co go kupić. Spożywano wieczerzę na sianie. Na stole umieszczano krzyż, obok niego dwie świeczki woskowe, jeśli ktoś je miał, opłatek, miód i czosnek. Niektórzy dodawali jeszcze cebulę. Był też zwyczaj, że stawiano pod stołem, obok siana, garniec różnego rodzaju zboża, które było przeznaczone dla kur. Według kilku respondentów, pod stół wstawiano też dzieżkę chlebową, aby chleb się udawał przez cały rok oraz maśniczkę i drewnianą łyżkę "do zbierania , czyli resztek, z potraw po kolacji, dla zwierząt domowych".
      Na badanym terenie, istniał także zwyczaj spożywania wieczerzy wigilijnej na dzieżce chlebowej, stawianej na środku izby. Rozścielano na niej siano, w późniejszych czasach nakrywano białym lnianym obrusem. Na wierzch kładziono opłatki. Wtedy wokół dzieżki rozścielano przyniesioną słomę i na niej siadali domownicy. Gdy rodzina była bardzo liczna i nie mieściła się przy stole, kolację wigilijną spożywano przy ławie. Stół jednak był przygotowany tak jak w każdym domu.
      Po drugiej wojnie światowej stół miał już zupełnie inny wygląd. Zawsze był przykryty białym obrusem, nakryty najładniejszą zastawą stołową. Na stole stawiano wianek z jodełki, a w nim świecę, obok bochenek chleba i opłatek, który symbolizował Chrystusa.
      Współcześnie, stół jest podobnie przygotowywany. Pamięta się zawsze o sianie, czasem jeszcze można spotkać snopek w kącie, ale już nigdzie nie przynosi się słomy. Zapewne wiąże się to z wystrojem wnętrz obecnych domów, a także zmianą techniki żniwnej (słoma po kombajnie nie pasuje do stołu wigilijnego).
      Dzień wigilijny, dzięki swojej przebogatej obrzędowości ludowej należał zawsze do wyjątkowych i osobliwych dni roku. Przy chrześcijańskiej interpretacji wierzeń i obrzędów wynikających bezpośrednio z katolickich świąt Bożego Narodzenia, zachowały się pewne elementy przedchrześcijańskie, pochodzenia antycznego i słowiańskiego. Noszą one znamię kultów agrarnych i zaduszkowych. Właśnie z nich wypływało przeświadczenie, że dzień ten, w zależności od wydarzeń i przeżyć osobistych, decydował o szczęściu lub nieszczęściu, pomyślności czy zmartwieniach w nadchodzącym roku.
      Zakończenie wszelkich prac, wysprzątanie izby i obejścia, ozdoby, niespotykana w innych porach roku obfitość jedzenia i wreszcie liczne zakazy, stwarzały granicę pomiędzy codziennością a świętem, które rozpoczynano wraz z dostrzeżeniem pierwszej gwiazdy, tak niecierpliwie przez wszystkich oczekiwanej, aby zasiąść przy wigilijnym stole.

◄ Powrót