Nie zapominajmy o nich!
        W listopadowe krótkie i często zachmurzone dni, kiedy cała przyroda obumiera, łatwiej człowiekowi zrozumieć przemijanie życia i śmierć. Częściej niż zwykle przychodzimy na cmentarz, stajemy pośród mogił i wspominamy tych, którzy od nas odeszli, uprzedzili nas w drodze do wieczności. Bywa i tak, że nie ma komu stanąć nad mogiłą, bo rodziny już nie ma, a sąsiedzi zapomnieli. Ale Kościół o nikim nie zapomina, modli się za wszystkich wiernych zmarłych w każdej Mszy św., we wszystkich żałobnych procesjach na cmentarz, w wypominkach przez cały miesiąc listopad.
        Kiedy kapłan 1 listopada zapowiadał, że w Mszach za zmarłych w środę pamiętamy szczególnie o zmarłych Fundatorach i Dobroczyńcach miejscowego kościoła, myśleliśmy może wtedy tylko o tych wielkich fundatorach, których imiona i nazwiska często są wyryte na pamiątkowych tablicach, epitafiach umieszczanych gdzieś na ścianie kościoła. Tymczasem, często zanim można było rozpocząć budowę kościoła, wiele trzeba było się natrudzić by przygotować i ludzi i wszystko co potrzebne do budowy.
        Chciałbym dziś wspomnieć o takim cichym, zapomnianym bohaterze, który poświęcił wszystkie swoje zdolności i całe życie sprawie organizowania parafii i budowy kościoła w Gwizdowie jeszcze w latach 50-tych, na kilkanaście lat przed faktycznym utworzeniem naszej parafii. Kiedy na 25-lecie naszej parafii wspomniałem o nim, wielu gości pytało mnie co to za jeden ten Piotr Kosior. Niewielu o nim pamięta i w naszej parafii, a jeszcze mniej wie o tym co mu zawdzięcza.
        Niedawno obchodziliśmy 34-tą rocznicę jego przedwczesnej śmierci, w dniu 31 października. Urodził się 26 czerwca 1913 r. w Gwizdowie jako szóste dziecko Józefa Kosiora i Marii z Filipów, prostych, niezamożnych rolników, którzy jednak zadbali o jego wykształcenie. Miał maturę, a to dawało w tamtych czasach duże znaczenie w społeczności wiejskiej. Z przekazanej mi przez jego starsze siostry teczki z dokumentami i różnymi pismami wynika, że miał kolegów w adwokaturze w Rzeszowie, a także architektów w Łodzi i za ich poradą i pomocą usilnie zabiegał o pozwolenie na budowę przynajmniej dużej kaplicy w Gwizdowie, jako filii parafii Grodzisko Dolne, z myślą o ewentualnym w przyszłości przekształceniu jej na kościół parafialny. Z wielkim zaangażowaniem najpierw zabiegał o przygotowanie "gruntu" do tego wielkiego przedsięwzięcia. W dniu 30 stycznia 1957 r. uzyskał wstępną zgodę na budowę kaplicy w Kurii Biskupiej w Przemyślu, pismem L. 767/57 skierowanym do Urzędu Parafialnego w Grodzisku, podpisanym przez bpa Franciszka Bardę. Należało tylko postarać się o intabulację ofiarowanej parceli na własność kościoła parafialnego w Grodzisku i projekt budowy. Już w następnym roku, dnia 7 lipca 1958 r. odpowiednia działka została przekazana testamentalnie przez Annę Pietraszek w obecności Jakuba Pawula ówczesnego przewodniczącego Prezydium Gromadzkiej Rady Narodowej w Gwizdowie na rzecz kościoła. Projekt kaplicy został zamówiony jeszcze jesienią 1956 r. w Łodzi, o czym wspomina w odręcznym liście do ś. p. Piotra Kosiora pan Zygmunt Czochara z Łodzi. Była także zgoda Urzędu Parafialnego z Grodziska, podpisana 4 maja 1958 r. przez ówczesnego proboszcza ks. Stanisława Trybusa. Aby uwiarygodnić potrzebę budowy tej kaplicy-kościoła, z pomocą swoich sióstr Katarzyny i Julii oraz sąsiadki Marii Śmiałek, ś.p. Piotr Kosior zbiera podpisy mieszkańców okolicznych wsi i przysiołków na oddzielnych kartach, które zostały potwierdzone przez odpowiednie Prezydium Gromadzkiej Rady Narodowej w Gwizdowie lub Grodzisku Górnym. Karty te zostały zatytułowane: "Lista mieszkańców, którzy przez złożenie swego podpisu przyłączają się do prośby, celem udzielenia zezwolenia na budowę dużej kaplicy w Gwizdowie".
        Trud zbierania tych podpisów, oraz ich liczba (łącznie 545), świadczą o wielkiej determinacji ś. p. Piotra i współpracujących z nim mieszkańców Gwizdowa w tych zabiegach o pozwolenie na budowę kaplicy dla wiernych z tych wiosek, którzy mieli do kościoła od 5 do 10 km drogi, a raczej bezdroży, bo wtedy drogi lokalne były złe. Znalazłem też w tych dokumentach kopie listów wysłanych z prośbą o zezwolenie na budowę do Ministerstwa Spraw Wewnętrznych Departament ds. Wyznań z dnia 15 maja 1956 r. oraz do redakcji "Słowa Powszechnego" z dnia 22 sierpnia 1956 r., ale nie ma żadnej odpowiedzi na nie. Wszystko bez echa. Nic dziwnego, że Piotr coraz bardziej upada na zdrowiu, którego zresztą nigdy nie miał dobrego jak wspomina jego sąsiadka Maria Śmiałek. Umiera dnia 31 października 1964 r., przeżywszy zaledwie 51 lat. Na powstanie parafii i budowę kościoła w Gwizdowie trzeba było jeszcze poczekać 7 lat.
        Dziś wielu już wcale nie pamięta o tych sprzed 40 lat staraniach o swój kościół i parafię. Wielu cichych bohaterów tamtych czasów już odeszło po nagrodę do Pana, inni się postarzeli i zapomnieli o tych ciężkich czasach dla Kościoła. Wspomnijmy o nich w naszych modlitwach na cmentarzu czy w kościele, bo to właśnie tacy cisi bohaterowie jak ś. p. Piotr Kosior utorowali drogę do tylu nowych kościołów w naszej diecezji, które powstawały jak grzyby po deszczu ich ofiar, poświęceń i starań.

ks. Szymon Nosal

◄ Powrót