Niedziela Przemyska 30 (383)/2001

30-lecie parafii Matki Bożej Pocieszenia w Gwizdowie
Front koscioła w Gwizdowie        Aż wierzyć się nie chce, że to już trzydzieści lat istnienia naszej parafii. Dorasta już drugie pokolenie, i młodzi praktycznie nie wiele wiedzą w jakich bólach rodziła się nasza wspólnota parafialna, że nie było kościoła, nie było nawet drogi przyzwoitej, że to wszystko ich dziadkowie i rodzice (wtedy jeszcze jako dzieci) z takim trudem i poświęceniem budowali i tworzyli. Dziś młodzi i dzieci przyzwyczajeni do tego, że na miejscu jest piękny i wygodny kościół, że stale jest do dyspozycji kapłan, nie zawsze z szacunkiem odnoszą się do kościoła i kapłana, bo wydaje im się że tak było zawsze i że to im się należy. Czasem nawet nie wejdą do środka kościoła tylko stoją pod drzewami bo im gorąco, a ich rodzice i dziadkowie dawniej stali na dworze pod gołym niebem, bo do kapliczki mogło wejść tylko kilkanaście osób i nie baczyli ani na deszcz ani na słońce tylko gorąco modlili się o kapłana i swój kościół. Nie zdają sobie sprawy, za jaką cenę to wszystko powstało. Dlatego chciałbym na tę rocznicę przypomnieć garść niedawnej historii, dla jednych zapomnianej, a dla innych nieznanej.
        Właśnie 18 lipca przypada 30. rocznica rozpoczęcia życia parafialnego na tym terenie. Trzydzieści lat temu 18 lipca była niedziela. Odprawiłem wtedy pierwszą mszę św. w małej kapliczce w Gwizdowie i tak rozpocząłem organizowanie parafii zgodnie z wolą ówczesnego Biskupa Przemyskiego Ignacego Tokarczuka. Dwie miejscowości: Biedaczów i Gwizdów niegdyś były częściami trzech okolicznych parafii: Giedlarowa, Grodzisko Dolne i Żołynia. Mieszkańcy tych wiosek mieli od 5 do 9 km drogi do kościoła, dlatego już od 1956 r. bardzo intensywnie starali się o pozwolenie na budowę swojego kościoła. Niestety starania te były bezskuteczne ze względu na nieprzejednaną wrogość do Kościoła ówczesnych władz. Dopiero 1 lipca 1971 r. bp Ignacy Tokarczuk utworzył w Gwizdowie placówkę duszpasterską, przyłączając do niej Biedaczów i część Giedlarowej Górnej. Duszpasterstwo w nowej placówce powierzył mnie, młodemu jeszcze wówczas kapłanowi (33-lat życia). Zamieszkałem w domu jednego gospodarza w Biedaczowie. Za kościół służyła mi wspomniana kapliczka w Gwizdowie, ufundowana przez Marię Krzanik w roku 1908, w której znajdował się obraz Matki Bożej Pocieszenia z końca XIX wieku bardzo czczony przez miejscowych ludzi. Ks. bp Ignacy Tokarczuk posyłając mnie na tą placówkę powiedział: niech ksiądz zorganizuje opiekę duszpasterską nad ludźmi przy tej kapliczce, a jak by się dało to proszę zbudować im jakiś dach nad głową. Postanowiliśmy więc zaraz przystąpić do budowy tego "dachu nad głową".
        Nie było to jednak takie łatwe. Zanim jeszcze przystąpiliśmy do budowy - ówczesne władze lokalne już zaczęły przeszkadzać. Milicja, funkcjonariusze SB i straż leśna pięciokrotnie próbowali skonfiskować ludziom budowlane drewno, by nie dopuścić do budowy. 3 sierpnia 1971r. przyjechali nawet ciężkimi samochodami (dłużycami) aby je zabrać, ale bohaterska postawa ludzi, szczególnie kobiet (niektóre kładły się pod koła a inne zdejmowały już załadowane do wywózki drewno) sprawiła, że funkcjonariusze z niczym odjechali.
Drewniana szopa-kościół, dobudowana do istniejącej kapliczki (7/8. 08. 1971)        W nocy z 7 na 8 sierpnia 1971 r. wybudowaliśmy przy kapliczce drewnianą szopę o wymiarach 12 x 16m, wysokość 7 m a do szczytu dachu 11 m. Dach został pokryty dachówką cementową, tylko ścian nie zdążyliśmy obić deskami - uczyniliśmy to później, 10 września. Mężczyźni budowali, a starsze kobiety i dzieci modląc się na różańcu otaczały plac strzegąc go przed milicją. Na wieść o tym, że w Gwizdowie za jedną noc powstał kościół ludzie przybywali z daleka, by zobaczyć czegośmy dokonali. Stało się to jakby hasłem dla innych pobliskich miejscowości do podobnej akcji.
        18 października 1971 r. rozpoczęliśmy budowę murowanego kościoła. Teren wkoło kapliczki okazał się bardzo trudnym pod względem budowlanym: lotny piasek, w głębszych pokładach woda, duże nierówności terenu. Na domiar złego, w drugim dniu budowy rozszalał się wicher porywający piasek z wykopów. Ściany kapliczki w której był przechowywany Najświętszy Sakrament zaczęły się rysować i łamać tak, że trzeba było ją do połowy rozebrać. To samo trzeba było zrobić z szopą z takim trudem wybudowaną - rozebraliśmy ją 25 października. Sytuacja była tragiczna. Zwątpienie i uczucie bezsilności zaczęło się wkradać w serca ludzi. Tym więcej i usilniej modliliśmy się do naszej Matki Pocieszenia, pracując dniem i częściowo nocą. Rezultat był taki, że 13 listopada stanęły mury, a już początkiem grudnia pokryliśmy dach tymczasowo papą. (Wymiary kościoła: dł. - 30m, szer. - 13,20m, wys. nawy - 9,5m, a do szczytu dachu -13,5m ).
        Dziś z perspektywy czasu, trudno pojąć skąd było tyle zapału i sił w ludziach. Przecież nie mieliśmy ani pieniędzy, ani wcześniej zgromadzonego materiału. Sprawiła to Opatrzność Boża i szczególna opieka naszej Matki Pocieszenia. Kiedy już znikąd nie było pomocy, a ludzie pieniędzy już nie mieli i próbowaliśmy je bezskutecznie gdzieś pożyczyć, wtedy przychodziła niespodziewana pomoc od ludzi postronnych. Wierzę, że to była interwencja Bożej Opatrzności.
        Następnie10 kwietnia 1972 r. rozpoczęliśmy, a 22 kwietnia tegoż roku, czyli za 12 dni zakończyliśmy budowę plebani. Tym razem władze bezpieczeństwa jeszcze bardziej przeszkadzały i straszyły budujących, grożąc poważnymi konsekwencjami włącznie z rozbiórką. 18 kwietnia 1972 r. założyliśmy cmentarz grzebalny (również bez zezwolenia, gdyż ówczesne władze powiatowe w Leżajsku takowego nie dały mimo wypełnienia przez nas postawionych nam warunków).
        Wybudowanie kościoła i plebani oraz założenie cmentarza bez zezwolenia władz administracyjnych (takowego mieszkańcy tej placówki mimo kilkunastoletniego ubiegania się nie uzyskali) pociągnęło za sobą skutki prawne. Odbyły się rozprawy sądowe w Leżajsku, Rzeszowie i Warszawie. Ostatecznie parafia musiała zapłacić 74.622 zł kar, oraz 68.065 zł kosztów sądowych (każde posiedzenie sądu to 8 rozpraw, bo było ośmiu ludzi oskarżonych o budowę kościoła i ośmiu o budowę plebani), czyli razem 142.687 zł ówczesnych, a więc na dzisiejsze czasy około 75.000 złotych. Trzech parafian było także w areszcie od 1 do 10 dni. Inną formą zemsty wobec nas było permanentne odmawianie podłączenia do kościoła i plebani elektryczności aż do 30 października 1975 r.
        27 sierpnia 1972 r. - bp Tadeusz Błaszkiewicz sufragan przemyski dokonał poświęcenia kościoła i zarazem była to pierwsza wizytacja kanoniczna naszej parafii. 26 sierpnia 1973 r. również bp T. Błaszkiewicz konsekrował trzy dzwony, a 17 sierpnia 1975 r. uroczyście wprowadził Dostojny Obraz Matki Bożej Pocieszenia gruntownie odrestaurowany i zakonserwowany przez artystę ks. Tadeusza Stawiarskiego michalitę oraz poświęcił wystrój wewnętrzny kościoła. 7 września tegoż roku odbył się uroczysty hołd Obrazu Matki Bożej i została zapoczątkowana Nowenna do Matki Bożej Pocieszenia, która odbywa się w każdą pierwszą sobotę miesiąca. W roku 1977 mieliśmy w naszej parafii dwie wizyty biskupie: 2 kwietnia wizytacja kanoniczna bpa Stanisława Jakiela z racji 600-lecia diecezji oraz 18 grudnia biskup przemyski Ignacy Tokarczuk poświęcił Drogę Krzyżową i obrazy Serca Jezusowego i św. Józefa. Następne lata to dalsze upiększanie i wyposażanie kościoła. W 1985 r. mieliśmy już witraże i organy, które 22 grudnia poświęcił również bp I. Tokarczuk. 25 sierpnia 1991 r. uroczystej konsekracji kościoła dokonał bp Stefan Moskwa sufragan przemyski. W 1995 roku przeprowadzono remont kościoła i plebani, a dach świątyni pokryto blachą miedzianą. Wielkim też wydarzeniem było 19 sierpnia 1996 r. uroczyste świętowanie srebrnego jubileuszu naszej parafii pod przewodnictwem abpa Seniora Ignacego Tokarczuka z udziałem Radia Maryja.
        Równocześnie z budową kościoła materialnego buduje się także Kościół Boży w sercach ludzkich. Stale wzrasta liczba przyjmowanych komunii św. (w 1973 r. - 36 000 a np. w 1980 r. już 53 600). W ciągu 30 lat istnienia parafii wyszło z niej 5 kapłanów i 4 zakonnice. Spośród nich jeden kapłan pracuje na misjach w Argentynie, dwie siostry w Afryce, a jedna - sercanka w Rzymie przy Ojcu św.
        Świadomy tego, że te wszystkie nasze osiągnięcia są darem Chrystusa Zbawiciela naszego, bo na nic zdałyby się nasze zabiegi i prace gdyby nie było Jego błogosławieństwa, ufundowałem pod plebanią duży krzyż z pięknym, kutym w miedzi wizerunkiem Chrystusa jako znak naszej wiary i wdzięczności a na postumencie pamiątkową tablicę z odpowiednim napisem upamiętniającym pierwszy rok Trzeciego Tysiąclecia i trzydziesty powstania naszej parafii.

ks. Szymon Nosal

Powrót